Noblista wróży mroczną przyszłość. „To pewne, iż boty zabiorą nam pracę”

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Pełna automatyzacja brzmi jak sukces technologii i kamień filozoficzny Doliny Krzemowej. Jak zauważa wybitny naukowiec i noblista, technokracja wciąż nie ma pomysłu na to, co zrobić ze zwolnioną z pracy, nie mającą środków do życia ludzkością.

Technokracja od dawna czaruje (albo straszy, zależnie od punktu widzenia) nas wizjami świata, w których sztuczna inteligencja przejmuje kolejne obowiązki człowieka. Rzadziej jednak pojawia się dyskusja na temat co stanie się potem – gdy automatyzacja nie będzie już eksperymentem ani narzędziem zwiększającym wydajność, ale fundamentem całych gospodarek. Właśnie na tę lukę w myśleniu zwraca uwagę Geoffrey Hinton, jeden z ojców współczesnej AI i laureat Nagrody Nobla.

Zdaniem noblisty, technokraci nie mają pomysłu na ludzkość

Podczas niedawnej rozmowy w ramach podcastu Radical Talks Hinton nie pozostawił złudzeń: masowe znikanie miejsc pracy jest w jego ocenie niemal pewne, natomiast obietnica, iż AI stworzy porównywalną liczbę nowych zawodów, pozostaje – delikatnie mówiąc – nieudowodniona.

„To jasne, iż wiele miejsc pracy zniknie. Nie jest jasne, czy powstaną nowe, które je zastąpią” – stwierdził wprost. I dodał, iż nie jest to problem technologii jako takiej, ale systemu polityczno-ekonomicznego, który nie ma odpowiedzi na pytanie o redystrybucję zysków z gwałtownego wzrostu produktywności.

To uderzenie w samo serce dominującej dziś narracji Doliny Krzemowej. Najwięksi gracze technologiczni coraz otwarciej mówią o AI jako narzędziu zastępującym pracę ludzką w skali systemowej. Jednocześnie wizje „świata po pracy” sprowadzają się do mglistych obietnic przyszłego dobrobytu i idyllicznych pocztówek ze wsi, na której będziemy oddawać się zbieraniu warzyw, malarstwu, nauce gry na instrumentach i innych bzdetach na które w tej chwili nie pozwala korpoświat. Takie wizje snuł Sam Altman, który już przygotowuje się do wyjazdu z Doliny Krzemowej. Z kolei Elon Musk w ubiegłym tygodniu podzielił się koncepcją „powszechnego wysokiego dochodu”, finansowanego przez prywatne korporacje, w tym jego własną firmę xAI.

Hinton patrzy na te deklaracje z wyraźnym sceptycyzmem. Historia – jak przypomina, cytując Martina Luthera Kinga Jr. – pokazuje, iż „uprzywilejowane grupy rzadko dzielą się przywilejami dobrowolnie”. Bez realnych mechanizmów politycznych i fiskalnych obietnice technologicznych elit pozostają więc pustymi hasłami. Tym bardziej iż twarde prognozy ekonomiczne nie zapowiadają rewolucji, która sama z siebie rozwiąże problem masowego bezrobocia. Goldman Sachs szacuje wzrost globalnego PKB dzięki AI na około 7 proc. w ciągu dekady, a Penn Wharton Budget Model – na 3,7 proc. do 2075 roku. To liczby dalekie od skali, która mogłaby bezboleśnie wchłonąć miliony wypartych z rynku pracy ludzi.

W ostrzeżeniach Hintona nie chodzi jednak o technofobię. Naukowiec od lat podkreśla, iż AI może przynieść ogromne korzyści – zwłaszcza w ochronie zdrowia, edukacji czy nauce. Problem w tym, iż te potencjalne zyski społeczne nie są automatyczną konsekwencją postępu technologicznego. Wymagają decyzji politycznych, regulacji i gotowości do zmiany zasad gry gospodarczej. Bez tego – jak sugeruje Hinton – możemy obudzić się w świecie o niespotykanej wydajności, ale też bezprecedensowych nierówności.

„Albo wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwie, albo wszyscy zginiemy” – ironizował podczas dyskusji, streszczając w jednym zdaniu możliwe scenariusze na kolejne dekady. To prowokacyjne uproszczenie, ale dobrze oddaje skalę niepewności. W przeciwieństwie do wielu liderów branży AI, Hinton nie udaje, iż zna odpowiedź na pytanie „co dalej”. Jego diagnoza jest mniej komfortowa, ale znacznie bardziej uczciwsza: technologia pędzi naprzód, a społeczeństwa i państwa wciąż nie zdecydowały, dokąd adekwatnie chcą z nią dotrzeć. Albo czy w ogóle chcą zabrać kogoś ze sobą.

Więcej na temat sztucznej inteligencji (AI):

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału