Zieloni to niekwestionowany lider na rynku sprzętu do pracy z AI. Przynajmniej na Zachodzie, bo w Chinach ich sytuacja wygląda z miesiąca na miesiąc coraz gorzej.
Sankcje nałożone przez USA na eksport najwydajniejszych akceleratorów sztucznej inteligencji do Chin w 2023 roku mocno uderzyły w Państwo Środka. Kolejne tylko pogłębiły kryzys – na tyle, iż Chińczycy zmuszeni zostali do działania i w tej chwili widzimy pierwsze owoce ich pracy. Według najnowszych informacji, NVIDIA straciła tam mocno na popularności. O ile wcześniej w ich rękach było około 95% rynku, tak teraz mówimy już „tylko” o 55%.
Stawianie na rodzime rozwiązania ma plusy, jak i minusy

Kto więc zajął miejsce Amerykanów? Rodzimi producenci. Największym zwycięzcą jest Huawei, który kontroluje około 20% dostaw akceleratorów AI, co w 2025 roku oznaczało 812 000 układów. A premiera modelu Atlas 350 prawdopodobnie tylko poprawi sytuację – według zapowiedzi ma być on nawet 3x szybszy niż NVIDIA H20. Również Alibaba i Cambricon nie narzekają na brak klientów, bo firmy te sprzedały kolejno 256 000 i 116 000 sztuk. AMD nie cieszy się popularnością, gdyż po serię Instinct sięga zaledwie 4% serwerowni.
Oczywiście coraz większa niezależność to dla Chin bardzo dobra wiadomość. Jest tylko jeden problem – ich technologia jest przestarzała. Chociażby wspomniane wcześniej porównanie do NVIDIA H20, to walka z bardzo okrojonym sprzętem z 2022 roku. Chińskim akceleratorom wciąż brak wydajności, są prądożerne, a na dodatek ich nakłady są niewielkie. Innymi słowy one same nie wystarczą do wyścigu o miano lidera na rynku AI. Pekin musi więc odpowiednio balansować między rozwojem własnych układów, a kupnem Zachodnich.








