Szukam i chyba (mam nadzieję) znalazłam miejsce gdzie ludzie znają i cenią sobie tożsamość.
Gdy coraz częściej, a w zasadzie gdy nachalnie już z każdej strony starają się nas zaprogramować na nieuchronność wojny (muszą wiedzieć co planują, w przeciwnym razie szukaliby na nas innego niż strach przed wojną sposobu), gdy bombardują zewsząd nie niewinnymi już domniemaniami, a z premedytacją i wyrafinowaniem zaklęciami: „Przygotowanie to odpowiedzialność za siebie i najbliższych. Skompletuj najpotrzebniejsze rzeczy na sytuację kryzysową. Co powinien zawierać plecak ewakuacyjny …” etc. itd., bo wróg czyha, wróg dybie, wróg nadchodzi, gdy prowadzący publicystyczne programy pytają nie o to czy wejdą, ale kiedy wejdą, bo „zielone”,bo „hybrydy”, bo „onuce”, bo „dezinformacja”, bo drony, pierony …, bo teraz to już naprawdę wojna, dlatego rozsyłamy wam niezbędnik pt.„Poradnik bezpieczeństwa”, w którym co prawda nic prócz sloganów nie znajdziecie, no może to, iż można do wiaderka kupkę zrobić i wiedzieć jak się z tym dalej obchodzić … czas może rozprawić się z tym upiorem „wrogiem”, ale zanim, nie daj Boże, wojna, znaleźć go tam gdzie się przechera chowa, obezwładnić i nie pozwolić przejął sterów nad naszym myśleniem. Nad myśleniem, nad zarządzaniem nami przez strach, nad czyszczeniem nam portfeli w imię: potrzeba jest pilna bombek zamiast chleba …
Gdy zamiast rozwiązywania coraz większych problemów Polaków, nie jedynie z tym jak związać koniec z końcem (cokolwiek to znaczy), na śniadanie, obiad i kolację otrzymujemy porcję czarnych scenariuszy i „dobrych” rad pt. spakuj plecak, bądź gotowy, a w razie „w” uciekaj, bez jednak wskazania gdzie … wszak Polak potrafi i radę sobie da?, rodzi się, a przynajmniej powinno, pytanie, kto nam większym wrogiem, ten wskazywany, wytykany, prowokowany, czy ten, który służąc obcym podsyca w nas lęki, straszy, potencjalnego agresora prowokując, zaczepiając do wojny podżegając. Otóż, a co jeżeli ten wróg to nie ten, na którego nam (z nazwy ) obsługujący instrumenty inżynierii społecznej ,geo- polit -poprawni (jedynie słuszni) wskazują , a co jeżeli wrogiem po pierwsze serwilizm, po wtóre odwieczny wirus hegemonii mocarstwowej, który zakaża , wymusza, szantażuje, popycha, ingeruje, inspiruje, mutuje na karmie „cel uświęca środki”, wirus, na którego, czy naprawdę, szczepionki nie ma?! Otóż jest!, w zasięgu i mocy każdego z osobna i wszystkich razem: unikać jak ognia, nie karmić, obłożyć sankcjami ostracyzmu, pozostawić na pastwę własnej mocy/niemocy, tyle wystarczy by „łeb urwać hydrze”, by się nie roznosiła po świecie. Jest na to jeszcze takie lekarstwo, wyłączyć ich. Udać się wewnętrznie na „pustynię” i zamiast słuchać suflerów, zamiast dopasowywać wyraz twarzy i dobierać słowa we frazy takie jakich oczekują od nas opiniotwórczy (i gadać nimi) włączyć samych siebie, z tym co mam, co chcę mieć, czy aby ten/ta, który/a mówiąc, iż chce mnie uszczęśliwić na pewno moje szczęście ma na myśli?
Nie chcemy wojen, nie chcemy patrzeć na ludzkie dramaty, nie dajmy się mamić, nie bądźmy bezwolnymi zapalnikami w rękach bankrutujących frustratów, nie przyzwalajmy na to by kontrolę nad naszymi umysłami, uczuciami przejęli fabrykanci „szczęścia” , korporacje i rozsadnicy chaosu. Tylko tyle i aż tyle.
A przecherom, tej wielopartyjnej polskojęzycznej hydrze zwanej wybrańcami narodu do rządzenia jego krajem powiedzmy zdecydowanie NIE! Przestańcie nas straszyć! Wasze fobie, zyski, korzyści i straty nie są tożsame z naszymi. To, iż ludzie chwilowo ulegają strachowi, iż ludzie głupieją, nie znaczy, iż są głupi, a już na pewno nie znaczy, iż to na zawsze, iż są bezradni.
To, iż politykierzy sprzeniewierzyli się „misji” służenia narodowi i zamiast budować społeczeństwo, umacniać naród na fundamentach tożsamości z odziedziczonymi wraz z nią wartościami postawili sobie (realizując się w swoim sposobie na życie jako politycy)za cel zniszczyć je i z tożsamości obedrzeć nie znaczy, iż bylejakość i obcość, którą usilnie próbują narodowi wszczepić, na gruncie tego co cenne, na gruncie ciągłości i przynależności do dziedziczonej, ukształtowanej, kultury, zwyczajów, symboli, norm, tradycji, języka, iż na tym gruncie bylejakość i obcość się przyjmą. Bo nie. Nie przyjmą się. Kształtowanie człowieka mentalnie pięknego, dobrego, szlachetnego, miłującego pokój, to misterny wielowiekowy wysiłek prawdziwie pojmowanej cywilizacji. Żadne pseudo wartości, a już na pewno nie wojna, do której się sposobią, do której prowokują, do której podżegają bardziej człowieka nie uczłowieczą, przeciwnie, zniszczą choćby to, co jeszcze zdrowego w człowieku z człowieczeństwa zostało. choćby jeżeli „zabetonują” wszystko i wydawać im się będzie, iż skutecznie zabetonowali ludzkie umysły swoimi fobiami, geo-fobiami, nienawiścią etc. itd., obliczonymi na własne korzyści i zyski to prawidłowość w naturze jest taka, iż natura mocna jest. Człowiek to jej część. Beton ma tendencje do pękania i nie ma takiej siły by przez pęknięcia nie wyrósł jakiś listek. A listek to zieleń, a zieleń to nadzieja.
Ale paradoksalnie w tym szaleństwie rządzących Polską, ale i tzw. opozycji, w którym metodę na „zabetonowanie” społeczeństwu samodzielnego myślenia poprzez zarządzanie jak „cywilizowanie” żyć, wpierw więc przez próby odarcia nas z tożsamości, a dziś dodatkowo przez strach, już dziś widać jak natura okazuje się mocna, jak mocna jest (wbrew pozorom i na szczęście) nasza tożsamość. Gdy bowiem nachalnie już z każdej strony starają się nas zaprogramować na nieuchronność wojny, z premedytacją i wyrafinowaniem zaklęciami straszą nią i ogłaszają stan alarmu włącznie z „Poradnikiem”, plecakami, odpowiedź społeczeństwa jest, przynajmniej tego zaangażowanego, świadomego manipulacji (i wcale nie mniejszość to) dla tzw. „establishmentu” wydawać by się mogło kuriozalna, a brzmi krótko: „walcie się”.
No i pięknie. Bo i jak można oczekiwać, iż człowiek latami programowany na bezpaństwowca, obywatela świata, ma się czuć w obowiązku uczestniczyć w fanaberiach, jak się zwykli określać, „strony patriotycznej” i „strony demokratycznej” gdy ani jedna, ani druga nie jest „stroną tożsamościową”, dlaczego ma uczestniczyć, a może jeszcze ginąć za serwilizm, którego obie realizatorami, każda na służbie u swojego mocodawcy. Paradoksalnie gdy człowieka ukształtowanego już mentalnie, pięknego, dobrego, szlachetnego, miłującego pokój, wszelkiej maści uszczęśliwiacze, cywilizowani inaczej, próbują przerobić na wypranego z uczuć wyższych, uczynić zeń zaprzeczenie naturalnego piękna, wpoić weń egoizm, małoduszność, szlachetność zastąpić wyrachowaniem, za cel mu wytyczyć materializm, to trzeba przyznać, iż poniekąd w jakiejś części udało się im. Gdy od lat nieomal czterdziestu podważana jest cenność wartości takich jak rodzima kultura, rodzina, relacje, doświadczenia życiowe, negowane jest poczucie ciągłości państwa i przynależności do wspólnoty narodowej, gdy język, historia, kultura narodowa to dla wielu powód do wstydu, gdy wg po nowemu cywilizowanych swoje miejsce na świecie możemy znaleźć wszędzie bez poczucia/potrzeby przynależności i celu, to oto macie szanowni model obywatela jakiego stworzyliście. A jeżeli nie tylko ten nowy wzór obywatela, ale poczucie odpowiedzialności za kraj podpowiada tym, którzy mówią „walcie się”, chcecie niszczyć kraj hańba wam, ale my do tego ręki nie przyłożymy, to jeszcze lepiej. A jeżeli osobiste życiowe doświadczenia, te pozytywne i te negatywne,historia, wspomnienia, doświadczenia, relacje, symbole, wypracowane, odziedziczone normy, to są te wartości, dla których warto żyć i przekazywać je kolejnym pokoleniom, odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu postaw NIE WOJNIE, a jeżeli już ją planujecie, prowokujecie, wymuszacie, to nie zamierzamy was w tym osobiście zasilać, to znaczy, iż tożsamość mimo prób jej wydarcia z serc Polaków ma się dobrze. Bo tożsamość to nie urządzenie na pstryczek. Czy się komu podoba czy nie, nie da się jej jak telewizora włączyć i wyłączyć, jak światła zapalić i zgasić, bo ona jest i nie może być inna niż ta pierwotna.
Tak, iż szykujcie wy „demokratyczni” i wy „patriotyczni” tysiące cel w więzieniach,(ponoć dopadniecie każdego), tyleż obsługi, gdyż wiedzcie, iż z własnej woli na jawnie planowaną, prowokowaną, wręcz wymuszaną przez was i waszych mocodawców wojnę dobrowolnie nikt nie pójdzie.
Bożena Gaworska-Aleksandrowicz









