W ostatnich latach coraz trudniej dostrzec w telefonowym świecie coś naprawdę interesująco. Nowości od dowolnych branżowych gigantów najczęściej oferuja świeże funkcje związane ze sztuczną inteligencją, nieco szybsze procesory, trochę większe baterie i ew. ulepszone zestawy aparatów. Niby sumarycznie urządzenia okazują się lepsze, ale z każdą kolejną premierą można jedynie utwierdzać się w przekonaniu, iż wymiana telefona co rok czy dwa lata nie ma w tych czasach żadnego sensu. Zresztą, coraz trudniej mi ukrywać, iż testy nowych modeli to dla mnie raczej kolejny dzień w
biurze, niż niezapomniane doświadczenie - to akurat nie powinno Was dziwić. Na szczęście raz na jakiś czas na tym dosyć nudnym rynku pojawia się promyk nadziei, który mówi wszem i wobec, iż jednak da się coś zrobić inaczej. Tym promykiem jest londyńskie Nothing.