THC pod lupą : analiza kłamstw, za i przeciw.

tonieprzejdzie.pl 1 dekada temu

Wygląda na to moi drodzy, iż przymiarki do depenalizacji marihuany w Polsce, wschodzą w fazę realizacji. Wypadałoby więc odnieść się do argumentacji przeciwników i zwolenników posiadania marihuany na własny użytek w sposób merytoryczny. Osobiste uprzedzenia, fobie, choćby te poparte przykrymi doświadczeniami, jak również ugruntowane wcześniej przekonania, nie mogą zastąpić bezwzględnie obiektywnego osądu dowodów naukowych.

Sięganie do badań klinicznych i statystyk daje ogromną frajdę, zwłaszcza wtedy kiedy próbujesz zweryfikować slogany krzyczących aktywistów walczących o kraj wolny od narkotyków. Na ironię zakrawa fakt, iż w przeważającej części są to politycy, którzy albo nigdy w życiu nie spotkali się z substancjami psychoaktywnymi, albo palili, ale się nie zaciągali, albo najprościej rzecz ujmując, bardziej interesują się cudzym życiem i portfelem niż swoim własnym. Na początek, chciałem dowiedzieć się jakie jest stanowisko miłościwie nam panującej koalicji PO/PSL na temat depenalizacji posiadania marihuany na własny użytek. I oto, ustami Julii Pitery, nomen-omen, ex-Pełnomocnika Rządu do Spraw Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych taka opinia wraz z argumentacją została wyartykułowana. Nieco później, podobnie rzeczowym „nie bo nie”, popisał się w audycji TVN24 premier Donald Tusk. Ja, skądinąd, spodziewałem się raczej stanowiska Ministerstwa Zdrowia, ale cóż – co kraj do obyczaj. Przedstawiciele oponentów zwykle posługują się tymi samymi argumentami, wyrosłymi na utartych stereotypach palaczy-narkomanów. Na początku lat 90tych, i o tym trzeba pamiętać, na polskich ulicach można było zauważyć heroinistów, ludzi ciężko doświadczonych przez transformacje ustrojową. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż ten obraz na stałe wbił się w świadomość graczy politycznych w raczkującej wtedy demokracji. Z drugiej strony, równie irytujące przeświadczenia przeciwników depenalizacji posiadają jej gorliwi orędownicy, wypowiadając nie mniej śmieszne z punktu widzenia nauki twierdzenia iż oto, marihuana jest dobra na wszystko, leczy raka, złogi i nałogi oraz pozwala na osobisty kontakt z Bogiem. Spróbujmy zatem przyjrzeć się argumentom obu stron i skonfrontować je z nauką.

Marihuana prowadzi do uzależnienia: Nie bardziej niż nikotyna, czy alkohol, ale powoli. Szalenie trudno jest zdefiniować uzależnienie w przypadku marihuany. Ciężkie zespoły uzależnienia można zdiagnozować, jeżeli w przypadku zażywającego marihuanę da się zaobserwować następujące zjawiska : silne poczucie przymusu zażycia, fizjologiczne objawy odstawienia (tzw. syndrom odstawienia), narastającą tolerancję na specyfik, czy zaobserwowane rosnące zniechęcenie do innych form rozrywki. W przypadku marihuany uzależnienie fizyczne nie występuje, a przynajmniej, brak jest badań jasno to stwierdzających. Przy długotrwałym zażywaniu występuje zwykle uzależnienie psychiczne, które w skrajnych przypadkach, u ok. 25% regularnie przyjmujących , może prowadzić do zaburzeń osobowości, schizofrenii, a choćby śmierci. Wydaje się więc zatem, iż przeciwwskazania dla zażywania marihuany posiadają, podobnie jak w przypadku „bad tripów” na LSD, ludzie obarczeni ryzykiem defektów psychicznych i zaburzeń zachowania.

Marihuana jest bardziej szkodliwa niż alkohol i nikotyna : W 2007 roku prestiżowy The Lancet opublikował badania, z których jasno wynika iż to nie prawda, co więcej, zarówno nikotyna, jaki alkohol znalazły się przed marihuaną w indeksie „harm rating” (oceny szkód). Artykuł stał się niemałą sensacją, podobnie jak ocenzurowany raport WHO z 1997 r, kiedy wyszło na jaw, za sprawą uznanego periodyku New Scientist, iż dane kliniczne nie zostawiają na piewcach tezy o demonicznych skutkach zażywania marihuany suchej nitki. Posługując się suchym językiem faktów wykazano, iż tam, gdzie ryzyko istnieje, jest ono w rzeczywistości o wiele poważniejsze w przypadku obydwu legalnych narkotyków. Nie wszystko jednak jest takie proste jak się na pierwszy rzut oka wydaje, pamiętajmy bowiem, iż najczęściej marihuanę spożywa się wziewnie (w lufce, skręcie, z butli etc), rzadziej w postaci ciastek czy herbat. Tym samym narażamy swoje płuca na kontakt z tysiącami toksycznych substancji. Jak czytamy w raporcie brytyjskiej fundacji BLC:

„jeden joint dziennie podnosi ryzyko zachorowania na raka płuca o około 8%”

co samo w sobie nie jest przecież aż takie dziwne, bowiem przeciętna objętość dymu wciąganego przez palącego marihuanę jest 60% większa niż przy zaciąganiu się papierosem. Nikt też nie zaprzeczy iż dla lepszego efektu, zatrzymywana jest w płucach około 4 razy dłużej. Przeciętny palacz przyjmuje więc bardzo wysoką „dawkę” substancji smolistych oraz tlenku węgla, jak zauważa dr Maciej Zatoński. Notabene badania nowozelandzkie potwierdzają tezy z tego raportu, również mówiąc o 8% ryzyku raka płuc związanego z paleniem marihuany. Jak widzicie, wcale nie jest tak różowo!

Marihuana jest w tej chwili kilkukrotnie silniejsza niż 10 lat temu : To tak. W 2007 roku brytyjski Independent opublikował na pierwszej stronie artykuł pod tytułem „Cannabis – przeprosiny”. W artykule grzmiano iż :

rekordowa ilość nastolatków wymaga leczenia odwykowego, w wyniku palenia odmiany marihuany o nazwie 'skunk’ „.

Faktem jest, iż Independent przez długie lata opowiadał się za legalizacją marihuany na własny użytek, tym niemniej, jak pisze dr Ben Goldacre z jakiegoś powodu zmieniono stanowisko, ale wszystko miało wyglądać tak, jakby było rezultatem nowych badań, czy dokładniejszej analizy wówczas dostępnych. Tym czasem, z danych Brytyjskiego Biuletynu Statystycznego, jasno wynikało w tym momencie, iż spożycie marihuany w przedziale wiekowym 16-24 lata spadało (patrz obrazek po lewej, lub w w/w Biuletynie na str 19). Najwyraźniej Independent pokusił się o fałszowanie danych naukowych na polityczne zamówienie, acz jest to teza która wymaga dowodów, i nie wyszła poza strefę przypuszczeń. Także (delikatnie mówiąc) przeszacowanie mocy marihuany nie przyniosło gazecie chwały, blogi naukowe zawrzały, a raz po raz ukazywały się sprostowania, serwując podstawowe pojęcia ze znienawidzonej przez pismaków dziedziny, statystyki. Duże liczby bowiem, przemawiają do wyobraźni znacznie skuteczniej niż małe, bez względu na fakt czy są prawdziwe. Dane Forestic Science Service z lat 1995-2002 (patrz tabela), wykazują niewielką zmianę zawartości THC w żywicy konopi indyjskich, adekwatnie nie ma jakiś specjalnych trendów które mogłyby uzasadnić melodramatyczny ton artykułu, pisano 30 razy silniejsza!”. Zastanówmy się : w latach 70tych najsłabsza porcja marihuany zawierała 0,2 % THC, podczas gdy 3 lata później w najsilniejszej próbce wykryto już 12% ! Czy w przedziale 3 lat siła marihuany wzrosła 60-cio krotnie? Oczywiście iż nie. Takie rezultaty dają właśnie kompletnie nieracjonalne zestawienia . Jak zauważa (nieoceniony!) Ben Goldacre w książce „Bad Science” (str 265) :

„Tendencja wzrostowa siły halucynogennej marihuany ma charakter stopniowy, adekwatnie, mało spektakularny , wynikający głównie z większej dostępności konopi, które są hodowane w kraju, w pomieszczeniach zamkniętych, intensywnie wspomagane odżywkami „

To twierdzenie można włożyć między bajki, zajmijmy się następnym:

Marihuana wzmaga agresje:

Bardzo popularny mit, który najprawdopodobniej ma swoje korzenie w legendach z czasów krucjat. Wtedy to bowiem wśród krzyżowców krążyły plotki o wyjątkowo brutalnych i skutecznych wojownikach muzułmańskich pod wodzą Starca z Gór, Rashida Ad-din As-Sinana (stąd do dziś funkcjonujące w niektórych językach słowo assassini), którzy przed każdą wyprawą mieli popalać haszysz. Inna wersja tej legendy mówi dla odmiany, iż haszysz palono jako nagrodę za wykonanie zadania, a z kolei najnowsze ustalenia Farhada Daftary’ego w ogóle przeczą podobnym tezom . Czy więc marihuana wzmaga agresję? Największy jak sądzę polski autorytet w dziedzinie narkotyków, neurobiolog prof. Jerzy Ventulani nie daje tu jednoznacznej odpowiedzi, i w swojej pasjonującej książce „Mózg: fascynacje, problemy. tajemnice” na stronie 127 pisze :

[…] Japończycy donieśli, iż pojedyncza dawka tetrahydrokannabinolu, głównego aktywnego składnika marihuany, powoduje nasilenie agresji chłodnej u szczurów, mierzonej intensywnością ataków łowczych na myszy. […]

nieco dalej jednak dodając (str 128) :

„Z drugiej jednak strony, idąc wieczorem przez park, rozsądnie jest omijać grupki młodych ludzi, od których czuć alkohol, a bezpiecznie zbliżyć się do tych, których otacza charakterystyczny zapach palonej trawki”

Bądź tu mądry! przez cały czas czułem się nieusatysfakcjonowany dostępnym materiałem dowodowym, postanowiłem więc, w myśl zarządzenia nr 350 KGP i polegając na wolnym dostępnie do informacji publicznych zwrócić się o oficjalne statystyki przestępczości pod wpływem zarówno alkoholu jak i (ogólnie!) narkotyków (cała paczka statystyk tu do pobrania). Na początek,

zabójstwa z podziałem na motywy (okres 1.1.2010-31.12.2010) :

Ten sam okres, ale tym razem nieumyślne spowodowanie śmierci, gwałty i gwałty ze szczególnym okrucieństwem :

i na deser bójki lub pobicia z narażeniem na niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkim uszkodzeniem ciała, ze skutkiem śmiertelnym i z użyciem broni:

Pomimo iż dane statystyczne są z 2010 roku widać jednak iż mit o agresywnych zachowaniach pod wpływem marihuany nie ma faktycznych podstaw. Ze swojej strony żałuję ponad to, iż oficjalne statystyki Komendy Głównej Policji nie robią rozróżnienia między narkotykami, i tak do jednego worka wrzucane są przestępstwa popełnione zarówno pod wpływem amfetaminy, jak i te pod wpływem marihuany (o ile te ostatnie w ogóle istnieją). W jednym z badań udowodniono także, iż palacze marihuany są statystycznie bezpieczniejsi dla ruchu samochodowego niż zwolennicy piwa, ale wyniki wg mnie należałoby potwierdzić niezależnie w jeszcze przynajmniej kilku analizach.

Marihuana upośledza system rozrodczy:

Okazjonalne palenie marihuany może wzbogacić strefę seksu, jako iż ganja wyostrza zmysły, nasze ciała stają się zdecydowanie bardziej wrażliwe na dotyk. Umiejętne zastosowanie trawki może (choć nie musi!) dać nie zapomniane doznania, zarówno jednej jak i drugiej stronie. Jednakże udowodniono, iż częste palenie marihuany istotnie upośledza strefę seksu i nie jest obojętne dla systemu rozrodczego zarówno kobiet jak i mężczyzn. U obu płci pod wpływem regularnego stosowania trawki spada poziom hormonów płciowych, u mężczyzn skraca się żywotność plemników które często są zdeformowane, a u kobiet miesiączka staje się nieregularna. Jak pisze prof. Ventulani [„Mózg: fascynacje…” – str 208]:

„Jest sprawa otwartą czy może to zwiększyć ryzyko posiadania potomstwa z wadami wrodzonymi czy tylko zmniejsza szanse na ojcostwo.”

Niestety użytkownicy marihuany narażają swoje potomstwo na przedwczesne przyjście na świat, a także co znamienne, na prawdopodobnie większe ryzyko zachorowania dziecka na nowotwory typu astrocytomas i białaczka. Dalej uważasz iż ganja to niewinne ziółko ?

Marihuana uszkadza pamięć:

Bezsprzecznie tak, co udowodniono w przynajmniej kilkunastu szeroko zakrojonych badaniach, np w tym, ale czytelnikowi winny jestem krótkie wyjaśnienie. Jak wykazali badacze na łamach prestiżowego periodyku „Cell”, marihuana upośledza działanie pamięci operacyjnej, czyli tej w której następuje analiza informacji. Dzieje się dlatego, iż wpływa na astrocyty – komórki tkanki nerwowej dotąd uważane za podrzędne do neuronów (zobacz też tu), przy okazji jednak odkryto iż rola astrocytów być może jest znacznie bardziej odpowiedzialna niż sądzono (nauka nie przestaje nas zaskakiwać!). Jest więc zatem sprawą otwartą czy marihuana wpływa destruktywnie na pamięć długotrwałą, tu potrzebujemy kolejnych badań i nic nie jest przesądzone.

Podsumowanie :

Palacze marihuany często powołują się na jej medyczne zastosowania, na testy gdzie wykazywano jej dobroczynne działania niemal na każde schodzenie. Nie da się ukryć iż takie badania, istotnie są prowadzone, ale adekwatnie, czego to dowodzi? Również morfinę i opium wykorzystywało się i pewnie przez cały czas wykorzystuje, by łagodzić ból ludzi w terminalnych stadiach raka, realizowane są też eksperymentalne próby nad leczeniem ludzi chorych na depresję czy schizofrenię dzięki LSD i extasy. I znów, czego to dowodzi? Racjonalizowanie sobie, wbrew faktom naukowym użytkowania marihuany, twierdzenie iż THC nie szkodzi, to nic innego jak właśnie wybieranie rodzinek z ciasta i własny świat gdzie ewidentne problemy z użytkowania marihuany zostają przykryte nonszalancko funkcją rekreacyjną, ale czy ma to jakiekolwiek poparcie w faktach naukowych? Nie można przejść obojętnie wobec badań wykazujących negatywny wpływ THC na ludzki organizm, choćby jeżeli nasze przekonania mówią nam kompletnie co innego. Zapraszam do dyskusji.

(*) Tabela zawartości THC za Ben Goldacre „Bad Science” (fragment tekst ordynarnie zerżnąłem), obrazek krzaczka – zbiory własne, statystyki – Komenda Głowna Policji w Warszawie. Polecam też w temacie, świetny artykuł Michała na Stronie Czajniczek Pana Russela.

Idź do oryginalnego materiału