Powołana na mocy Traktatu z Maastricht Unia Europejska to konstrukt bezprecedensowy. Łączne PKB wszystkich państw należących do UE przewyższa PKB Stanów Zjednoczonych i w 2024 r. stanowiło ponad 18% światowej gospodarki. Unia jest jednym z największych importerów i eksporterów towarów i usług na świecie oraz partnerem handlowym dla połowy państw świata. Państwa UE są miejscem docelowym migracji i marzeniem milionów mieszkańców Azji i Afryki. Jednocześnie w kolejnych państwach UE rosną w siłę ruchy, partie i organizacje eurosceptyczne. Co sprawiło, iż młodsze pokolenia Europejczyków są coraz mniej entuzjastyczne względem idei integracji europejskiej?
Unia Pokoleń
„Nasze otwarcie na całą Europę nie oznacza odrzucenia dotychczasowych powiązań i zobowiązań. jeżeli dziś powtarzamy, iż nowy Rząd będzie respektował zobowiązania sojusznicze Polski, to nie jest to taktyczny wybieg uspokajający. Wypływa to z naszego rozumienia polskiej racji stanu i analizy sytuacji międzynarodowej”
Tadeusz Mazowiecki
Sejm RP, 12 września 1989
Unię Europejską stworzyli przedstawiciele zachodnioeuropejskich elit politycznych, którzy bezpośrednio – w mniejszym lub większym stopniu – doświadczyli koszmaru II wojny światowej, na własne oczy obserwowali, jak totalitaryzmy dwudziestowieczne rujnowały ich codzienność bądź utracili swoich bliskich w lokalnych odsłonach światowego kataklizmu wojennego. Integracja europejska była dla nich próbą przezwyciężenia klątwy podzielonej Europy, która z regularną częstotliwością rozdzierała kontynent wojnami w poszczególnych jej regionach. Dla tych, którzy wojny doświadczyli bezpośrednio, pokój był obietnicą budowania lepszego świata – nie tylko lepszej Europy – który opierać się będzie na wolności, współpracy, szacunku, tolerancji, praworządności, równości i solidarności. Choć hasła te – patrząc na nie z perspektywy brutalnej politycznej codzienności – mogą brzmieć expressis verbis naiwnie, to jednak na nich zbudowano pierwsze organizacje międzynarodowe, które w przyszłości miały stać się fundamentem Unii Europejskiej. Tak w każdym razie na integrację europejską spoglądali jej ojcowie – dziś określani mianem „ojców zjednoczonej Europy”.
Jean Monnet (rocznik 1888) w okresie II wojny światowej był delegowanym przez rząd członkiem brytyjskiej rady do spraw dostaw wojennych, współodpowiedzialnym za przekonanie Franklina Delano Roosevelta, iż Ameryka powinna uruchomić masową produkcję uzbrojenia na potrzeby europejskie, jako realny i namacalny „arsenał demokracji”. Rober Schuman (rocznik 1886) był aktywnym uczestnikiem antynazistowskiego ruchu oporu, który odmówił kolaboracji z Niemcami, a w okresie II wojny światowej aż dwunastokrotnie był zmuszony zmieniać miejsce swojego pobytu. Paul-Henri Spaak (rocznik 1899) był w tym okresie ministrem rządu belgijskiego na uchodźstwie, odpowiadającym za negocjacje prowadzone z rządami Holandii i Luksemburga w sprawie przyszłego powołania Unii Celnej Beneluksu. Konrad Adenauer (rocznik 1876), choć kiedy wybuchała wojna, był już na emeryturze, to jednak przez cały jej okres utrzymywał kontakty z antynazistowskim ruchem oporu, szczególnie z organizacjami katolików niemieckich, a od 1944 r. był kilkukrotnie więziony przez władze nazistowskie. Alcide de Gasperi (rocznik 1881) w czasie wojny współtworzył struktury podziemne przyszłej Chrześcijańskiej Demokracji, a po wyzwoleniu południowych Włoch zasiadał w Komitecie Wyzwolenia Narodowego i pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych.
Patrząc na ich życiorysy, można powiedzieć, iż – może za wyjątkiem Adenauera – byli oni przedstawicielami jednego pokolenia. Pokolenia, które w momencie wybuchu II wojny światowej znajdowało się – jak mogło się wydawać – u szczytu swoich możliwości, zarówno zawodowych, jak i intelektualnych. Wojna zastała ich w trakcie realizacji życiowych ambicji i nadziei, ale jednocześnie w ich pamięci pozostawały doświadczenia I wojny światowej i tego, co ona przyniosła Europie. Projekt integracji europejskiej, jaki przedstawiciele tego pokolenia wypracowywali po 1945 r., był pisany i przygotowywany we współpracy z przedstawicielami młodszego pokolenia, z ówczesnymi trzydziesto-, czterdziesto- i pięćdziesięciolatkami, bo to oni stanowili fundament administracji krajowych i zaplecza intelektualnego państw, które w proces ten były zaangażowane. Tak wyłaniająca się pre-Unia Europejska jawi się zatem jako swoista Unia pokoleń – organizacja tworzona i wypracowywana przez przedstawicieli kolejnych pokoleń Europejczyków, realizujących kolejne reformy instytucjonalne, podejmujących kolejne decyzje o pogłębianiu integracji, przygotowujących traktaty reformujące i akcesyjne, które staną się w przyszłości całością dorobku prawnego UE.
Unia dla pokoleń
„Przyjaciele Polski powinni zrozumieć, iż nie można czekać, aż zaczniemy tonąć. Odbudowa ekonomiczna będzie służyć nie tylko naszemu krajowi, ale i całej wspólnocie europejskiej. Europa jest jednością, obejmuje nie tylko Zachód, ale i Wschód”
Tadeusz Mazowiecki
Sejm RP, 24 sierpnia 1989
Wbrew jednak temu, co twierdzi wielu współczesnych wrogów integracji europejskiej, Europejska Wspólnota Węgla i Stali, Europejska Wspólnota Gospodarcza, Europejska Wspólnota Energii Atomowej, a później Unia Europejska, nie były organizacjami ideologicznym. Uznawanie ich również za podmioty o rodowodzie przede wszystkim aksjologicznym byłoby błędem czy pomyłką. Integracja europejska – choć z oczywistych względów spór o jej model i przebieg toczył się od samego początku – była i jest przede wszystkim projektem funkcjonalnym. Projektem funkcjonalnym, czyli strukturą, której celem jest uzyskanie namacalnych profitów przez państwa członkowskie. Te namacalne profity w pierwszym okresie integracji dotyczyły przede wszystkim kwestii gospodarczych i właśnie w taki sposób w pierwszej kolejności należy interpretować zdefiniowane ostatecznie w latach 80. cztery swobody rynku wewnętrznego. Swobodny przepływ osób, towarów, usług i kapitału miał zatem początkowo wymiar stricte ekonomiczny, dopiero z czasem wykładnia czterech swobód ulegała poszerzeniu, wciąż jednak w oparciu o zasadniczą funkcję procesu integracji europejskiej, czyli benefity (różnego rodzaju) dla państw członkowskich, a także obywateli i mieszkańców tychże państw.
Integracja europejska bowiem „rozlewała się” (spill-over) na inne sfery życia, wykraczające poza wąsko rozumianą gospodarkę, ekonomię czy tym bardziej zarządzanie przemysłem ciężkim, opartym na węglu i stali. Efekt spill-over uwidaczniał się w tym, iż sukcesy integracji w jednym sektorze pobudzały i pobudzają decydentów do inicjowania integracji w innych sektorach, poszerzania jej zakresu, obszaru i możliwości. W pewnym sensie proces integracji podporządkowany został samorzutnym zmianom, które przeprowadzane były bez z góry zaplanowanej strategii i planu. Projekt europejski jest więc projektem stricte reaktywnym, którego poszczególne rozwiązania prawne i instytucje stanowią zwykle odpowiedź na bieżącą rzeczywistość, zmieniające się otoczenie polityczne, społeczne i gospodarcze, a także kryzysy, które dotykały i dotykają Europę lub całą społeczność międzynarodową. Reaktywność projektu europejskiego sprawia, iż w sposób zdecydowany można projekt ten uznać za ukierunkowany na interesy społeczeństw europejskich, a tak postrzegana Unia Europejska jest niewątpliwie Unią dla pokoleń, Unią dla społeczeństw i Unią dla obywateli. „Rozlewanie się” integracji europejskiej podporządkowane jest jak najbardziej na bieżąco pojawiającym się potrzebom społecznym i gospodarczym.
W latach 90., kiedy proces integracji europejskiej nabrał nowego tempa, funkcjonował daleko idący konsensus wśród elit europejskich co do potrzeby pogłębiania współpracy między państwami członkowskimi i społeczeństwami państw europejskich. Ów konsensus opierał się z jednej strony – na bardzo dobrych doświadczeniach krajów, które przed powołaniem Unii Europejskiej korzystały z dobrodziejstw wspólnego rynku, z drugiej zaś – na entuzjazmie i aspiracjach elit i społeczeństw krajów, które po 1989 r. wyrwały się z bloku wschodniego i rozpoczęły swój pochód na Zachód. Ci pierwsi – znając dotychczasową historię integracji europejskiej – chcieli dalej uzyskiwać z niej owoce oraz czerpać namacalne zyski ekonomiczne i zarazem społeczne. Ci drudzy – z tęsknotą spoglądali w kierunku dobrobytu społeczeństw Zachodu i w sposób dorozumiany przyjmowali, iż ścieżka do dobrobytu jest jedna, a zatem tą ścieżką trzeba pójść. Nie zastanawiano się wtedy, jak dadzą sobie radę państwa i społeczeństwa, które przez niemalże półwiecze odcięte były od kontaktów z Europą Zachodnią, a ich gospodarki opierały się na radykalnie odmiennych zasadach. Nie planowano tworzenia dla tych podmiotów odrębnej ścieżki członkostwa w Unii Europejskiej, bardziej dostosowanej do ich doświadczeń i potencjału rozwojowego. Nie przewidziano również, iż przełom XX i XXI w. okaże się rzeczywiście momentem przełomowym pod wieloma względami, a Europa zmieni się nie do poznania.
Unia przez pokolenia
„Polska pragnie współtworzyć nową Europę i przezwyciężać powojenne podziały świata, dziś już całkowicie anachroniczne. Warunkiem koniecznym ewolucyjnych zmian jest przestrzeganie zasady trwałości istniejących granic. Wierzymy zarazem, iż będą to granice otwarte”
Tadeusz Mazowiecki
Sejm RP, 12 września 1989
W latach 90. wydawało się, iż po rychłym dołączeniu do Unii Europejskiej byłych państw bloku komunistycznego proces integracji europejskiej dalej będzie się pogłębiał, a jedynie kwestią kilku dekad jest przekształcenia się tej organizacji w unię polityczną. Z perspektywy tamtego czasu nie powinny nas dziwić pomysły uchwalenia konstytucji europejskiej, powołania urzędów europejskiego prezydenta czy ministra spraw zagranicznych bądź też stworzenie kontynentalnej armii, która będzie uczestniczyła w interwencjach i misjach pokojowych nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Nie powinno więc nas również dziwić, iż przywódcy europejscy przystępowali do realizacji tychże pomysłów i dopiero po pierwszych ich porażkach podejmowali refleksję na temat samego procesu integracji, sposobów jego instytucjonalizacji oraz perspektyw na przyszłość. Tymczasem otoczenie polityczne, społeczne i gospodarcze stopniowo się zmieniało, a wraz z nim w społeczeństwach europejskich dokonywały się systematyczne zmiany w postrzeganiu zarówno procesu integracji, jak i Unii Europejskiej jako organizacji międzynarodowej. Marzenie euroentuzjastycznie nastawionych elit politycznych o Unii trwającej przez pokolenia niekoniecznie od razu okazało się mrzonką, ale z roku na rok napotykało coraz to nowe problemy, bariery i przeszkody.
Kiedy w 1999 r. eurosceptyczna i ksenofobiczna Wolnościowa Partia Austrii zdobyła ponad 26% głosów w wyborach parlamentarnych i weszła w koalicję rządową z Austriacką Partią Ludową, politykom i komentatorom zachodnioeuropejskim wydawało się, iż przydarzył się jakiś przedziwny wyłom w jednomyślnym jak dotychczas monolicie europejskim. Wydawało się, iż jednorazowy austriacki wybryk nie jest w stanie zatrzymać projektu europejskiego, który wtedy rozpędzał się jak nigdy wcześniej. Wejście w życie regulacji dotyczących Unii Gospodarczo-Walutowej, wprowadzenie do obiegu waluty euro, a także zamykanie kolejnych rozdziałów negocjacyjnych z Polską, Czechami i Węgrami, które zdążyły ledwie co przystąpić do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego – to były namacalne dowody na to, iż integracja europejska ma się nieźle i trudno było sobie wyobrazić cokolwiek, co projekt integracyjny by zatrzymało. Dopiero dyskusja wokół Konstytucji dla Europy, a także referendów w Irlandii, Francji i Holandii, skłoniła brukselskich decydentów do przemyślenia, czy rzeczywiście ów konsensus z lat 90. przez cały czas obowiązuje. Światowy kryzys finansowy, grecki kryzys zadłużeniowy, kryzys migracyjny, pandemia i wzrost nastrojów eurosceptycznych w kolejnych krajach europejskich – wszystko to sprawiło, iż Unia Europejska, jeszcze niedawno planowana jako Unia trwająca przez pokolenia, znalazła się w nowej rzeczywistości.
Ta nowa rzeczywistość Unii Europejskiej wymusza również przygotowanie nowej strategii zarządzania i komunikacji, które pozwolą zabezpieczyć dotychczasowe osiągnięcia integracji europejskiej bez zaprzepaszczenia dorobku powojennych dekad współpracy. Wydaje się, iż elity europejskie i brukselska struktura urzędnicza jeszcze nie mają świadomości potrzeby takiej nowej strategii. Co prawda, diagnoza już została postawiona, jednakże nie ma jeszcze pomysłu na przeorganizowanie Unii w taki sposób, aby nie tylko zatroszczyła się o własne przetrwanie, ale jednocześnie znalazła odpowiedź na kryzysy, zarzuty i pomówienia, wobec których nie wolno pozostać obojętnym. Zwolennicy i obrońcy europejskiego projektu nie mogą w milczeniu przyglądać się wzrostowi eurosceptycznych środowisk, w większości posługujących się na dezinformacją i fake news-ami, podlewanymi propagandą pisaną cyrylicą. Jednocześnie nie należy zbywać milczeniem wątpliwości werbalizowanych przez wszystkich tych, którzy projekt europejski darzą życzliwością, jednakże zgłaszają wątpliwości dotyczące jego pogłębiania bądź realizacji konkretnych polityk. jeżeli rzeczywiście zależy nam na Unii trwającej przez pokolenia, wówczas konieczna jest budowa szerokiej koalicji sił proeuropejskich, choćby kosztem zgody na czasowe wstrzymanie się z realizacją ambitnych pomysłów pogłębiających współpracę europejską.
Unia i Polska
„Chcemy Polski otwartej na Europę i świat; Polski – która bez kompleksu niższości – daje wkład w tworzenie materialnych i kulturowych dóbr; Polski, której obywatele będą się czuć w innych krajach Europy i świata mile widzianymi gośćmi, a nie sprawiającymi kłopot intruzami”
Tadeusz Mazowiecki
Sejm RP, 12 września 1989
W tym miejscu dostrzec można ogromną rolę Polski jako tego państwa, które w latach 90. z ogromnymi ambicjami i nadziejami włączyło się w pracę nad europejskim projektem, a jednocześnie dziś staje przed wyzwaniem, jakim jest wzrost tendencji eurosceptycznych wśród elit politycznych. Niezależnie od tego, iż część polityków werbalizujących swoje sceptyczne poglądy względem integracji europejskiej posługuje się głównie uproszczeniami, hiperbolizacją i fake news-ami, trzeba pamiętać, iż głos tych polityków jest dość donośny i siłą rzeczy będzie on rezonował. Znajdzie się zatem taka część społeczeństwa, która głosami tymi będzie niesiona i z czasem stanie się zapleczem eurosceptycznej czy wręcz antyeuropejskiej rewolty. Jako społeczeństwo, które w początkach XXI w. w największym stopniu deklarowało się jako proeuropejskie, musimy być na taką sytuację gotowi. Z tego powodu konieczne jest przemyślenie również krajowej strategii zarządzania obecnością Polski w Unii Europejskiej oraz komunikacji na temat tej obecności. Strategia ta musi być współtworzona przez wszystkie proeuropejskie siły w Polsce, które dorobek Unii Europejskiej i całego procesu integracji uznają za wartościowy i konieczny do obrony. Strategia ta – jeżeli uda się ją w sposób skuteczny wdrażać w Polsce – powinna stać się częścią odpowiedniej strategii wdrażanej na poziomie europejskim.
Strategia taka nie może być jednak kolejną mistyfikacją, którą grupa urzędników stworzy, a kolejna grupa polityków uchwali i ogłosi, celem chwilowego poprawienia własnego samopoczucia. Musi to być realna strategia na trudne czasy, a w takich właśnie czasach znalazł się projekt europejski. Nie chodzi więc o powtarzanie tych samych błędów ani tym bardziej o generowanie kolejnego dokumentu, który w najmniejszym stopniu nie wpłynie na otaczającą nas rzeczywistości. Strategia ta musi posługiwać się narzędziami współczesności – tymi samymi lub podobnymi do tych, którymi posługują się wrogowie projektu europejskiego. Trzeba mieć świadomość, w jakim funkcjonujemy otoczeniu i w jaki sposób eurosceptycy na to otoczenia wpływają. Konieczne jest ponadto wyciąganie wniosków ze słusznych – a pewnie takie też są – zarzutów i krytyk, które w środowiskach eurosceptycznych się pojawiają. Natomiast należy być bezwzględnym organizacyjnie, retorycznie i propagandowo wobec wszelkich przejawów kłamstwa, półprawd i dezinformacji, jakie pojawiają się w kontekście Unii Europejskiej i integracji europejskiej. Najwyższy czas, aby taka proeuropejska strategia została stworzona. Najwyższy czas na jej wdrożenie.
Nie bez powodu w kontekście refleksji na temat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości projektu europejskiego pojawiają się wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego z jego exposé z 1989 r. Kiedy po demontażu komunizmu w Polsce formowano podstawy nowej strategii polityki zagranicznej, starano się nadać jej twarde proeuropejskie fundamenty – to właśnie Mazowiecki i jego rząd te fundamenty tworzyli. Z perspektywy już ponad trzydziestu lat – a adekwatnie niemalże czterdziestu – widać, iż strategia ta okazała się skuteczna. Polska nie tylko przystąpiła do Unii Europejskiej, ale udało się jej w tej organizacji zakorzenić, zbudować sieci relacji i wspólnych interesów z innymi państwami, a także skutecznie wdrażać własne inicjatywy i pomysły. Czas zatem na polską inicjatywę w zakresie strategii obrony projektu europejskiego przed eurosceptyczną dezinformacją i antyeuropejską propagandą. W 1989 r. Mazowiecki mówił również, iż „pragniemy otwarcia Polski ku Europie i światu. Prawidłowy i pełny rozwój naszych stosunków we wszystkich dziedzinach hamowały dotychczas względy dalekie od racjonalnych”. Także dziś projekt europejski staje wobec szeregu ryzyk, które niejednokrotnie są dalekie od racjonalnych – obrona tego projektu wymaga jednak strategii, a strategia ta musi być strategią różnych pokoleń: stworzoną przez te pokolenia i realizowaną dla tych pokoleń.









