
OpenAI pod presją. Czy lider sztucznej inteligencji przetrwa finansowy kryzys?
Tworzenie zaawansowanej sztucznej inteligencji okazało się przedsięwzięciem znacznie droższym, niż jeszcze kilka lat temu zakładała branża. OpenAI – firma, która w 2023 r. wyglądała na niekwestionowanego hegemona rynku generatywnej AI – dziś stoi przed problemem, który trudno nazwać inaczej niż kryzysem strukturalnym. Prognozowane 14 mld dolarów straty w bieżącym roku to nie tylko niepokojąca liczba. To sygnał, iż model biznesowy, który wyniósł OpenAI na szczyt zaczyna się kruszyć.
Liczby przestają się spinać
W teorii OpenAI wciąż wygląda imponująco. Firma generuje 13-20 mld dol. rocznie, z czego około 10 mld pochodzi z subskrypcji ChatGPT. Problem w tym, iż te przychody są kroplą w morzu wydatków.
OpenAI zobowiązało się do inwestycji o wartości 1,4 bln dol. w ciągu ośmiu lat – głównie na budowę globalnej infrastruktury obliczeniowej. To nie są zwykłe centra danych. To gigantyczne farmy GPU, wyspecjalizowane układy ASIC, chłodzenie cieczą, linie energetyczne o mocy małych elektrowni i łańcuchy dostaw, które trzeba budować od zera.
W samym ubiegłym roku firma miała wygenerować ponad 8 mld dolarów straty, a trzeci kwartał zamknęła wynikiem -12 mld. To tempo spalania gotówki, którego nie widzieliśmy choćby w czasach najbardziej agresywnego wzrostu Amazona czy Tesli.
Iluzja wzrostu przychodów
Prezes OpenAI, Sam Altman w jednym z podcastów zapewniał, iż przychody firmy są znacznie wyższe niż te powszechnie cytowane. Zapowiedział, iż do 2027 r. OpenAI ma osiągnąć 100 mld dol. rocznie.
Brzmi optymistycznie, ale matematyka jest brutalna.
Według prognoz HSBC:
- przychody OpenAI wzrosną z 12,5 mld w 2025 r. do 214 mld w 2030 r.,
- ale koszty wzrosną szybciej – z 28 mld do 247 mld w tym samym okresie.
Efekt?
81 mld dolarów straty w 2026 r. i ponad 100 mld rocznie w latach 2028-2029.
Nawet jeżeli te prognozy są przesadzone to kierunek jest oczywisty: rentowność nie jest kwestią lat, ale dekady.
Cztery źródła bólu finansowego
OpenAI nie tonie z jednego powodu. To mieszanka czterech równoległych problemów, które wzajemnie się napędzają.
- OpenAI podpisał kontrakty z Nvidią, AMD, Broadcomem, Oracle’em i AWS na dostawy ponad 26 GW mocy obliczeniowej. Dla porównania: to więcej niż moc wielu krajowych systemów energetycznych. Altman twierdzi, iż do 2033 r. firma będzie potrzebować 250 GW. To skala, która wymaga nie tylko pieniędzy, ale i przebudowy globalnych łańcuchów dostaw półprzewodników.
- Przejście z GPT‑4 do GPT‑5 nie jest kolejną wersją. To skok o rząd wielkości – większe modele, dłuższe konteksty, więcej modalności, więcej danych, więcej GPU. Każdy taki cykl to miliardy dolarów.
- Google nie zamierza oddać pola. Gemini zdobywa coraz większy udział rynku – według Similarweb ma już 21,5 proc., podczas gdy ChatGPT spadł do 64,5 proc. Google rozdaje zaawansowane funkcje za darmo, bo może. Ma wyszukiwarkę, Androida, YouTube’a i miliardy użytkowników, których może monetyzować w inny sposób. OpenAI takiego komfortu nie ma.
- ChatGPT ma 800 mln aktywnych użytkowników miesięcznie, ale tylko 5 proc. z nich płaci. Reszta generuje koszty – i to niemałe – ale nie przynosi przychodów.
Desperackie posunięcia
W styczniu OpenAI ogłosił, iż wprowadza reklamy w darmowej wersji ChatGPT. To ruch, który jeszcze rok temu wydawał się nie do pomyślenia. Pojawił się też nowy, tańszy plan: ChatGPT Go za 35 zł miesięcznie – również z reklamami.
Tak będą wyglądać reklamy w ChatGPTOpenAI argumentuje, iż 2,1 proc. zapytań dotyczy zakupów, więc reklamy mają sens. Problem w tym, iż użytkownicy mogą odebrać to jako pogorszenie doświadczenia, a nie jako naturalną ewolucję produktu.
Zbyt agresywna monetyzacja może wypchnąć część z nich do konkurencji – zwłaszcza iż Google rozdaje swoje modele za darmo.
OpenAI przez lata korzystało z przewagi pierwszego ruchu
ChatGPT pojawił się nagle, zdominował wyobraźnię świata i przez chwilę wyglądało na to, iż konkurencja została w tyle.
Ale ta przewaga się kończy.
Google, Apple, Meta, Amazon – wszyscy mają własne modele, własne chipy, własne ekosystemy. I co najważniejsze: mogą pozwolić sobie na lata nierentowności.
OpenAI nie.
Dla Google AI to jeden z wielu filarów.
Dla Microsoftu – narzędzie do wzmacniania Azure.
Dla OpenAI – cały biznes.
Ekonomista Sebastian Mallaby ostrzega, iż OpenAI może wyczerpać gotówkę do połowy 2027 r. Tom’s Hardware idzie dalej – według nich firma może stanąć pod ścianą jeszcze szybciej.
Altman próbuje więc dywersyfikować działalność:
- AI cloud – sprzedaż mocy obliczeniowej klientom,
- ChatGPT Health – narzędzia medyczne,
- nowe aplikacje i usługi,
- a choćby urządzenia – od miesięcy krążą plotki o AI‑glasses.
Problem w tym, iż każdy z tych projektów wymaga kapitału, którego OpenAI może niedługo nie mieć.
Co dalej? Przejęcie, gigantyczna runda finansowania albo… czarny scenariusz
Jeśli sytuacja się pogorszy, możliwe są trzy drogi:
- Przejęcie przez większego gracza. Microsoft jest naturalnym kandydatem. Amazon również. Taki ruch oznaczałby koniec niezależności OpenAI.
- Runda finansowania rzędu 50-100 mld dol. Ale zaufanie inwestorów maleje. Altman sam przyznał, iż rozważa wejście na giełdę – nie z ambicji, ale z konieczności.
- Upadłość lub restrukturyzacja. Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe, jeżeli koszty przez cały czas będą rosły szybciej niż przychody.
Czy jest jakieś światełko w tunelu? Tak. ChatGPT wciąż rośnie, pojawiają się nowe funkcje, nowe rynki, nowe zastosowania. Rynek AI jest ogromny i dynamiczny – może pomieścić kilku graczy. Altman może mieć rację: jeżeli wszystko pójdzie idealnie to przychody faktycznie mogą dojść do 100 mld dol.
Tyle iż w historii technologii idealne scenariusze zdarzają się rzadko.
Ta niewygodna matematyka
Niezależnie od tego które prognozy okażą się trafne to OpenAI stoi dziś przed brutalnie prostym równaniem: przychody muszą zacząć rosnąć szybciej niż koszty. I to nie w perspektywie dekady, ale najbliższych kilku lat. Reklamy, nowe plany abonamentowe, ekspansja na rynki rozwijające się, sprzedaż API, usługi chmurowe – każdy z tych elementów może pomóc, ale żaden nie jest samodzielnym ratunkiem.
Bieżący rok będzie dla OpenAI testem stresowym. jeżeli firma nie pokaże, iż potrafi odwrócić trend i zwiększać przychody szybciej niż wydatki, jeżeli konkurencja – zwłaszcza Google – utrzyma obecne tempo, jeżeli nowe produkty nie złapią odpowiedniej trakcji, to presja finansowa może przerodzić się w kryzys. A kryzys OpenAI nie byłby problemem jednej firmy. To byłby sygnał ostrzegawczy dla całej branży, która od trzech lat traktuje OpenAI jako barometr kondycji rynku generatywnej AI.
Sześć lat temu ChatGPT wyglądał jak technologia wyjęta z filmu science fiction. Dziś jest narzędziem, które zna niemal każdy użytkownik Internetu. Ale to, co wydawało się niezachwianą dominacją, okazuje się konstrukcją znacznie bardziej kruchą, niż wielu chciałoby wierzyć.
Dlatego pytanie nie brzmi już: Czy OpenAI przetrwa?
Znacznie trafniejsze jest inne: Jak gwałtownie OpenAI będzie musiało zmienić strategię, aby przetrwać?
I wszystko wskazuje na to, iż pierwsze odpowiedzi poznamy jeszcze w tym roku.









