
Pojawił się Harpagan – nowa polska AI do analizy obrazów. Czy zdoła powtórzyć w dziedzinie wizualnej AI sukces, jaki w głosowej AI odniósł ElevenLabs? Zobaczymy, ale jeżeli firma chce przekonać do siebie klientów, to powinna trochę bardziej zadbać o UX swojej strony internetowej…
Czym jest wizualna AI? To sztuczna inteligencja do analizy, interpretacji i generowania obrazów lub innych treści wizualnych. Niegdyś były to głównie specjalizowane modele wizualne, ostatnio coraz częściej jest ona wbudowywana w duże modele językowe (LLM) – nazywane w związku z tym multimodalnymi.
Harpagan – nowa polska wizualna AI
Harpagan jest taką właśnie wizualną AI – służy do analizy obrazów, zwłaszcza podczas przeglądania internetu. Żeby móc z niej korzystać, musimy pobrać rozszerzenie Chrome a następnie się zarejestrować (lub zalogować przez konto Google). Po tych dwóch czynnościach wpisujemy klucz API do rozszerzenia i możemy już korzystać z Harpagana. Wystarczy wcisnąć Alt+Q, zaznaczyć interesujący nas obszar ekranu, zadać do niego pytanie i voilà, z boku strony wyskakuje nam pasek z odpowiedzią okraszoną odnośnikami do źródeł.
Jak sugeruje jeden ze współzałożycieli Harpagana Władysław Kastory, takie podejście pozwala nam na uniknięcie otwierania nowych kart czy okien i dzięki temu mamy zachowany flow pracy.
Czym od strony technologicznej jest Harpagan? Tego niestety nie wiemy. Strona główna projektu nic o tym nie wspomina, na stronie firmy na LinkedIn dowiadujemy się tylko, iż korzysta z „zaawansowanych modeli AI dla dokładnej i szczegółowej analizy.” Możemy więc podejrzewać, iż jest to system agentowy zbudowany na modelach AI innych firm.
A jak dobrze działa Harpagan? Spróbowałem go przepytać z grzybów, bo z tym systemy AI radziły sobie dotychczas nienadzwyczajnie. Tak też było w przypadku Harpagana – bez trudu rozpoznał bardzo charakterystyczną czarkę austriacką, ale już istotnie mniej odróżnialną od innych grzybów blaszkowych płachetkę zwyczajną pomylił z pieczarką, raczej dość odległą krewną płachetki.
Harpagana możemy wypróbować za darmo – co miesiąc dostaniemy darmowych kredytów za 5 dolarów, czyli w sumie 1000. Jedno wyszukiwanie internetowe przy pomocy platformy zużywa nam 25 kredytów, więc co miesiąc mamy 40 darmowych wyszukiwań (ale z jakichś powodów mnie Harpagan obdarował na przywitanie aż 5000 kredytami, a więc wystarczy mi na 200 wyszukiwań). jeżeli zużyjemy darmową pulę, to możemy sobie kredyty dokupić.
Jak nie docierać do klienta…
O ile Harpagan wydaje się przydatnym narzędziem, o tyle konstrukcja jego strony internetowej budzi zastrzeżenia. Żeby się dowiedzieć, jak korzystać z narzędzia, musicie przeskrolować jakieś pięć ekranów w dół strony głównej – a na jej szczycie nie ma żadnego linka do tych instrukcji.
Na stronie głównej i owszem mamy odnośnik do niewątpliwie interesującej dla potencjalnych klientów strony Use cases, ale ta… jest pusta. Sekcja About informuje nas o pochodzeniu słowa Harpagan i jego znaczeniu w folklorze południowej Polski, ale kilka nam mówi o samym narzędziu. A tam gdzie mówi o zaletach Harpagana, takich jak „szybkość, efektywność i nieustępliwa eksploracja”, to nie popiera tych twierdzeń choćby cieniem benchmarku, choćby sugestią jakiejś liczby. Dostajemy mało przekonującą folklorystyczno-marketingową papkę.
Jeśli więc Harpagan chce zaistnieć na rynku i choćby w mniejszej skali powtórzyć sukces ElevenLabs, to powinien się bardziej skupić na potencjalnych klientach i ich potrzebach a mniej na folklorze pogranicza śląsko-małopolskiego. Z korzyścią dla siebie i klientów.
Źródło zdjęcia: Igor Miske/Unsplash