Od wielu lat między Danią a Grenlandią są pewne napięcia. Grenlandczycy czują się traktowani jak kolonia, a Duńczycy są raczej obojętni, ale dezinformacja z wielu źródeł próbuje te napięcia podsycić, mówi Thomas Hedin z TjekDet w podcaście Truth Talks EURACTIV.pl.
W SKRÓCIE: Dezinformacja w Danii
- Główne narracje: związane z wojną na Ukrainie, Grenlandią, pandemią COVID-19, OZE (zwłaszcza wiatrakami) i samochodami elektrycznymi, zmianami klimatu
- Kto szerzy dezinformację: duńscy politycy i skrajnie prawicowe organizacje, media amerykańskie i rosyjskie (np. sieć Prawda)
- Najbardziej powszechne fake newsy: Ukraina jest do cna skorumpowana i rządzą tam naziści, prezydent Wołodymyr Zełenski jest marionetką Zachodu, energia odnawialna jest za droga, akumulatory w samochodach elektrycznych są za słabe, żeby jeździć w trudniejszych warunkach
- Walka z dezinformacją: edukacja medialna, wsparcie dla organizacji pozarządowych i projektów związanych z przeciwdziałaniem informacji, badania naukowe, presja na firmy technologiczne
O dezinformacji w Danii rozmawiamy z Thomasem Hedinem, redaktorem naczelnym medium fact-checkingowego TjekDet i członkiem NORDIS (Nordyckiego Obserwatorium ds. Dezinformacji i Mediów Cyfrowych).
Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Jako kraj o wysokim poziomie cyfryzacji społeczeństwa i silnych instytucjach medialnych, Dania mierzy się ze specyficznymi wyzwaniami związanymi z dezinformacją. Jakie dezinformacyjne narracje krążą w Waszym kraju?
Thomas Hedin: Zacznę od tego, iż ma Pani rację. Duńskie społeczeństwo jest bardzo odporne na dezinformację i w większości posiada wysokie kompetencje cyfrowe.
Do niedawna najpopularniejsze dezinformacyjne narracje w Danii dotyczyły rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Obejmowały one twierdzenia, iż Ukraina jest całkowicie skorumpowana, a prezydent Wołodymyr Zełenski jest marionetką Zachodu. Pojawiał się też przekaz, iż Ukraina jest silnie znazyfikowana – iż w zasadzie wszyscy Ukraińcy to naziści.
Teraz jednak dominuje zupełnie inny temat: sytuacja wokół Grenlandii. Grenlandia jest formalnie częścią Królestwa Danii, a USA wyraziły zainteresowanie jej przejęciem.
I to nie pierwszy raz.
Nie pierwszy raz, ale tym razem bardzo wyraźnie. Wspomina się o możliwości wykupu Grenlandii, przekonania Grenlandczyków do przystąpienia do Stanów Zjednoczonych, a choćby otwartej inwazji.
Co ciekawe, sam prezydent Donald Trump nie wykluczył takiego scenariusza. Dezinformacja na ten temat pochodzi zarówno ze Wschodu, jak i z Zachodu. Główną strategią jest rozpowszechnianie twierdzeń wskazujących na poważny konflikt między Danią a Grenlandią.
Prawdą jest, iż od wielu lat są pewne napięcia. Grenlandczycy czują się trochę traktowani jak kolonia, a Duńczycy są raczej obojętni, niezbyt zainteresowani Grenlandią. Dezinformacja z wielu źródeł próbuje te napięcia jednak podsycić.
Prawdopodobnie robi się to, aby skłonić Grenlandczyków do przeprowadzenia referendum niepodległościowego lub poszukiwania bliższych więzi na przykład ze Stanami Zjednoczonymi i stopniowego dystansowania się od Danii.
Wcześniej ważnym tematem dezinformacji była oczywiście też pandemia COVID-19, podobnie jak na całym świecie. Widzimy – i na pewno dotyczy to również Polski i reszty UE – iż te same osoby, które rozpowszechniały dezinformację na temat szczepionek, teraz szerzą narracje antyukraińskie i dezinformację związaną z Grenlandią. Coraz częściej dezinformacja dotyczy też energii odnawialnej.
Rzekomo szkodliwej.
Tak, i w dodatku drogiej. Dania od wielu lat jest jednym z liderów w dziedzinie energii odnawialnej. W dobry dzień przy wystarczającym wietrze i słońcu Dania może wyprodukować choćby dwa razy więcej energii elektrycznej, niż potrzebuje. Poczyniono też znaczne inwestycje w energię odnawialną, a te pieniądze muszą skądś pochodzić – duża część pochodzi z cen energii.
Generalnie jest wiele narracji i do każdego jakaś może trafić. Dezinformacyjny przekaz często dotyczy wiatraków i w coraz większym stopniu też samochodów elektrycznych.
U nas w Polsce jeszcze nie ma tyle dezinformacji wokół samochodów elektrycznych.
Z czasem się pojawi. Jest u nas, to będzie i u was.
Tak czy inaczej jest Pan moim pierwszym rozmówcą z Europy Zachodniej, który wspomniał o pojazdach elektrycznych. Tematy energii, Zielonego Ładu, oczywiście, są w pewnym stopniu powiązane, ale o pojazdach elektrycznych jeszcze nikt nie wspomniał.
Może dlatego, iż pojazdy elektryczne postrzega się jako kolejny krok po energii odnawialnej. To nowy temat do zgłębienia.
Ale co się konkretnie mówi o pojazdach elektrycznych?
Jest na przykład taki przekaz, iż jeżeli się utknie w zamieci śnieżnej na autostradzie, to akumulator rozładuje się w jakąś godzinę – chyba iż będzie się siedzieć w samochodzie bez włączonego ogrzewania. Nie jest to prawdą. Pojazdy elektryczne nie potrzebują tak dużo energii, aby utrzymać ciepło. Ogrzewanie można by w razie potrzeby włączyć na całe trzy dni.
Pojawiają się również twierdzenia, iż akumulatory pojazdów elektrycznych są szkodliwe dla klimatu ze względu na sposób ich produkcji. Czasami przedstawiane są one jako choćby gorsze niż samochody zasilane paliwami kopalnymi.
Ta dezinformacja pochodzi z Rosji, a może od lobbystów na rzecz paliw kopalnych?
Ciekawe jest to, iż Duńczycy nie są szczególnie dobrzy w samodzielnym „wymyślaniu” dezinformacji. Pochodzi ona głównie z zagranicznego internetu. Ale wydaje się, iż dezinformacja dotycząca pojazdów elektrycznych i zrównoważonej energii iż rozwinęła się w samej Danii.
Prawdopodobnie dlatego, iż Dania jest bogatym społeczeństwem z większą liczbą pojazdów elektrycznych niż inne kraje.
Tak. A jeżeli chodzi o to, czy stanie się to dominującym tematem w Polsce – wraz z decyzją UE o zaprzestaniu sprzedaży samochodów zasilanych paliwami kopalnymi od 2035 roku, dyskusja na ten temat prawdopodobnie rozprzestrzeni się na całą Unię.
Już się rozprzestrzenia. A dezinformacja na temat samej UE? Też się pojawia?
To też jest interesująca sprawa, ale przez wiele lat powszechna opinia w Danii była taka, iż tak naprawdę nie lubimy Unii. Jesteśmy małym krajem, więc nasze członkostwo w UE postrzegano jako niebezpieczne. Sondaże pokazują jednak, iż nastawienie całkowicie się odwróciło. Nie ma więc już teraz tak dużo dezinformacji na temat Unii.
Wracając do pierwszej narracji, o której Pan wspomniał, czy zmiana podejścia amerykańskiej administracji do Wołodymyra Zełenskiego i Ukrainy zmieniła również sposób, w jaki dezinformacja przedstawia Zełenskiego? Teraz widzimy, iż z pewnością nie jest marionetką USA. Czy to również zmienia krajobraz dezinformacyjny?
Może trochę, ale trzeba pamiętać, iż Dania jest jednym z krajów, które wnoszą największy wkład w pomoc wojskową dla Ukrainy w przeliczeniu na wielkość populacji.
Poparcie dla Ukrainy było bardzo wysokie przez prawie cały czas. Teraz nieznacznie maleje, ale myślę, iż jesteśmy po prostu w punkcie, w którym ludzie po prostu mają dosyć i chcą pokoju. A poza tym widzą, jak kosztowna jest pomoc dla Ukrainy.
Do pewnego stopnia widzimy tutaj więc również amerykańską narrację. Ale nie dominuje ona w ogólnej dezinformacji. Dominująca narracja o Ukrainie jest wciąż taka sama.
Kto tworzy dezinformację, która trafia do Danii, i kto ją rozpowszechnia? Z Pańskich słów wynika, iż te dwie grupy niekoniecznie się pokrywają.
To prawda. Jak powiedziałem, na szczęście Duńczycy nie są szczególnie aktywni, jeżeli chodzi o wymyślanie fałszywych informacji.
Poza tą z pojazdami elektrycznymi.
Tak, poza pojazdami elektrycznymi i niektórymi kwestiami związanymi ze zmianami klimatu. Tyle iż jesteśmy całkiem dobrzy w importowaniu dezinformacji. Sytuacja z Grenlandią trochę to zmieniła. Rosja przez cały czas jest głównym zewnętrznym aktorem, jeżeli chodzi o dezinformację skierowaną przeciwko Danii.
Ale jak wspomniałem, sytuacja w Grenlandii zmieniła bieg spraw i teraz znaczna część dezinformacji pochodzi również z Zachodu. W odniesieniu do Grenlandii, czasami w redakcji czujemy się, jakbyśmy byli między młotem a kowadłem.
A jeszcze co do Rosji, jednym z przykładów jest Operacja Overload. Była to operacja, w ramach której do redakcji, nie tylko w Danii, ale w całej Europie, wysyłano fałszywe prośby o weryfikację faktów. To była bardzo ukierunkowana operacja.
Mamy również kilka tanich, prorosyjskich stron internetowych z dezinformacją w języku duńskim, takich jak lokalne wersje Euromor czy portalu Prawda. Ale te strony często opierają się na treściach generowanych przez sztuczną inteligencję. Są małe i nie odgrywają znaczącej roli, ponieważ kiedy się na nie patrzy, od razu widać, iż jakość języka jest słaba, co czyni je niewiarygodnymi.
Krajowi aktorzy, w tym społeczności teorii spiskowych i niektóre postacie polityczne, również przyczyniają się do rozpowszechniania dezinformacji. Nie jest jednak jasne, w jakim stopniu wpływają na to źródła zewnętrzne.
Poza tym, iż nie jesteście bardzo podatni na dezinformację i nie macie wielu lokalnych twórców dezinformacji, jakie są unikalne cechy duńskiego krajobrazu dezinformacyjnego?
Unikalną rzeczą – jak już wspomniałem – jest to, iż nie widzimy problemów z tego samego poziomu, co nasi koledzy w krajach Europy Południowej i Wschodniej. Nie jesteśmy tak zalani dezinformacją i jest kilka powodów takiego stanu rzeczy.
Kluczowym czynnikiem jest edukacja medialna, która jest częścią programu nauczania od ponad dziesięciu lat. Mamy więc już całe pokolenie, które radzi sobie w tym obszarze całkiem dobrze, co daje nam wysoki poziom odporności na dezinformację.
Ale oczywiście krajobraz dezinformacji gwałtownie się zmienia. Sama edukacja medialna w szkole nie wystarczy – musimy nadążać za tempem zmian.
Co jeszcze robi się w Danii, aby przeciwdziałać dezinformacji?
Kwestia dezinformacji ma duże znaczenie dla władz. Wiem, iż tak jest w całej Europie, ale szczególnie tutaj, uruchomiono wiele inicjatyw.
Na poziomie politycznym TjekDet jest częściowo finansowane przez państwo na mocy ustawy o usługach publicznych. Oznacza to, iż część naszego podstawowego finansowania pochodzi z tego samego źródła, którego finansuje się nadawcę publicznego, podobnie jak to jest w przypadku BBC.
Inne inicjatywy obejmują finansowanie dla naukowców badających dezinformację. Państwo stworzyło choćby specjalną agencję, która zajmuje się wyłącznie analizą dezinformacji i fałszywych informacji. Agencja ta doradza politykom i jest dość duża — to istotna, nowa inicjatywa.
Z TjekDet coraz częściej chcą też współpracować naukowcy i organizacje, które chcą opracować materiały związane z edukacją medialną. Nigdy nie otrzymywałem aż tylu e-maili od zewnętrznych podmiotów, które proszą nas o współpracę, z czego bardzo się cieszę.
Wcześniej działania w zakresie walki z dezinformacją i edukacji medialnej były rozdrobnione — jeden podmiot robił jedno, inny drugie, nie było dużej koordynacji. Teraz powoli tworzy się cała społeczność, działania są bardziej zintegrowane.
Zamiast odosobnionych inicjatyw opracowujących oddzielne materiały edukacyjne lub działania przeciwdziałające dezinformacji, zaczynamy współpracować. To zapobiega dublowaniu działań i prowadzi do lepszych wyników. To coś, co w ciągu ostatnich dwóch lat naprawdę się rozwinęło.
Co jeszcze można robić, aby chronić sferę medialną i duńską demokrację przed dezinformacją?
To trudne pytanie. Gdybym znał wszystkie odpowiedzi, prawdopodobnie byłbym dobrym politykiem! Ale na pewno istnieje kilka kluczowych obszarów, na które należy się skupić.
W Europie trwa w tej chwili konflikt między platformami a UE w kwestii regulacji platform, szczególnie w odniesieniu do rozporządzenia o usługach cyfrowych (DSA) i kodeksu postępowania w sprawie dezinformacji.
Politykom w parlamencie powiedziałem ostatnio, iż muszą poważnie traktować te dokumenty. Powinni się ich trzymać tak bardzo, jak to możliwe, i opierać się narracji, iż kodeks tłumi wolność słowa, bo to po prostu nieprawda. Kodeks nie nakłada obowiązku usuwania treści z platform społecznościowych.
Ponadto, jak wspomniałem wcześniej, potrzebujemy lepszych sieci i wymiany wiedzy między różnymi podmiotami. Nie twierdzę, iż wszyscy muszą współpracować — TjekDet nigdy nie współpracowało z byle kim, ponieważ mogłoby to wpłynąć na naszą wiarygodność. Ale musimy przynajmniej być świadomi tego, co dzieje się w ramach różnych inicjatyw.
Edukacja medialna przez cały czas jest kluczowa, ale ostatnie wydarzenia pokazują, iż najpilniejszym priorytetem jest pociąganie firm technologicznych i platform do jak największej odpowiedzialności. Jednocześnie musimy jednak dbać o przestrzeganie wolności słowa.
Chcesz dowiedzieć się więcej o dezinformacji w Danii? Zapraszamy tutaj.