Nowa rodzina STM32C5 i HAL2 – początek dużej zmiany w ekosystemie ST

msalamon.pl 4 dni temu
Zdjęcie: stm32c5


Nowa rodzina STM32C5 i HAL2 – początek dużej zmiany w ekosystemie ST

Chwilę przed Embedded World ST pokazło nową rodzinę: STM32C5. Na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejna literka w portfolio ST. No bo ile już tego było – F0, F1, F3, G0, G4… kolejne serie, kolejne warianty, kolejne tabelki do przeklikania w CubeMX. Jest tego tak dużo, iż choćby ja, siedząc w tym na co dzień, najzwyczajniej w świecie gubię się. Więc dołożyli jeszcze więcej

Tylko iż tym razem to nie jest zwykłe „odświeżenie”.

Bo razem z C5 dostajemy nie tylko nową rodzinę mikrokontrolerów, ale też zupełnie nowy HAL2 i nowego CubeMX2. I to już jest sygnał, iż coś większego się dzieje, a nie tylko kolejny refresh hardware’u.

Jak się na to spojrzy szerzej, to wygląda to trochę jak moment, w którym ST mówi: dobra, zamykamy pewien rozdział i zaczynamy od nowa.

„Nowe F1” – czyli o co tu w ogóle chodzi

Jeżeli pracujesz ze STM32 dłużej niż chwilę, to pewnie pamiętasz jedną rzecz: kiedyś wybór był banalny. Brałeś F1 i tyle. Oj było to bardzo, bardzo dawno temu. Zresztą do dzisiaj F1 króluje jako tania chińska płytka BluePill (której to nie polecam ze względu na wątpliwego pochodzenia przebierane układy)

To był układ „do wszystkiego” – tani, dostępny w różnych obudowach, wystarczający do większości projektów. Miał też sporo różnych peryferiów. Od mniej po bardziej zaawansowane, jak Ethernet, FSMC. Nie trzeba było analizować pięciu serii i zastanawiać się, czy to bardziej G0, czy już może G4.

Potem zrobił się znany dzisiaj STM-owy rozjazd. Doszły kolejne rodziny, każda „do czegoś”, ale żadna nie była już takim oczywistym defaultem. Początkowo sprawa była łatwiejsza – L do low-power, F jako silniejsze układy. Potem przyszły serie G, C, U i… prosty wybór przestał być taki prosty.

I tutaj wchodzi C5.

Na papierze to dalej „entry-level”, ale jak się temu przyjrzysz bliżej, to widać, iż ST próbuje wrócić do tej starej idei – jednej sensownej rodziny, którą możesz wrzucić do większości projektów bez większego zastanawiania sie i po prostu nie kombinować.

Tylko iż tym razem bez kompromisów, które kiedyś były standardem. Tak prezentuje się cała rodzina.

Mamy tutaj 3 tiery, o których więcej opowiem za chwilę.

Natomiast według mnie tym „nowym F1” nie jest cała rodzina C5, tylko przede wszystkim jej środkowy zakres. Te układy z okolic 256–512 KB flasha i ~128 KB RAM to jest dokładnie ten sweet spot, w którym ląduje większość realnych projektów. Cena jeszcze nie boli, a możliwości już przestają ograniczać.

Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz, która trochę zmienia zasady gry. ST bardzo wyraźnie idzie w stronę Cortex-M33 jako nowej podstawy. Nie ma już mowy o nowych rodzinach opartych o M0+ jako „bazę”. M4 też wypada z gry. choćby najprostsze nowe STM32 mają mieć TrustZone i nowocześniejszy rdzeń.

I tu pojawia się praktyczny wniosek, który moim zdaniem warto sobie jasno powiedzieć: powoli trzeba przestawać myśleć o nowych projektach w kontekście starych rodzin z literkami F czy L. One oczywiście będą jeszcze długo produkowane, nic z dnia na dzień nie znika. Ale to już nie jest kierunek rozwoju.

Zwłaszcza iż dochodzi temat regulacji typu CRA. W nowych projektach bezpieczeństwo przestaje być „miłym dodatkiem”, a zaczyna być realnym wymaganiem. A stare rodziny zwyczajnie nie były projektowane z takim podejściem i zaczyna to być wąskim gardłem.

Dlatego C5 nie wygląda jak „kolejna opcja”. Bardziej jak coś, co docelowo ma zastąpić to, co kiedyś robiły F1, F0 czy L0.

I to jest chyba najważniejszy kontekst do tej rodziny – to nie jest nowy wybór obok innych. To jest początek kierunku, w którym ST będzie pchało nowe projekty.

Jak ST poukładało rodzinę C5

Jak spojrzysz na listę układów, to na początku wygląda to jak klasyczne STM32 – dużo enigmatycznych nazw, dużo wariantów i lekki chaos.

Ale tym razem, po chwili analizy, widać iż jest w tym jakiś porządek.

Podstawowy podział jest bardzo prosty i opiera się głównie na pamięci. Mamy trzy poziomy: najmniejsze układy z okolic 128–256 KB flasha, środkowy zakres 256–512 KB i najwyższy, który dochodzi do 1 MB. Do tego odpowiednio rośnie RAM – od 64 KB do 256 KB.

I to jest akurat sensowne, bo wybór układu zaczyna się od realnej potrzeby projektu, a nie od zgadywania, który wariant ma „ten jeden brakujący peryferyjny ficzer”.

Druga rzecz, która mi się tu podoba, to to, iż ST nie rozwaliło tej rodziny jak kiedyś. W starszych seriach często było tak, iż jeden model miał ADC, drugi miał CAN, trzeci miał coś jeszcze i nagle trzeba było zmieniać cały układ przez jedną pierdołę. Ciężej też było o dobór odpowiedniej wersji układu.

Tutaj tego aż tak nie widać.

Różnice oczywiście są – pojawiają się wersje z dodatkowymi blokami kryptograficznymi, Ethernet trafia tylko do najwyższego tieru. Zmiany w peryferiach też są raczej drobne. Zmieniają się obudowy i wielkość pamięci – ale rdzeń funkcjonalności jest w miarę spójny.

Podoba mi się właśnie to, iż mamy odpowiedniki takich samych układów w wariantach dotyczących trzech kluczowych kwestii:

  • z FDCAN lub bez
  • z Ethernet lub bez
  • dodatkowo wzbogacone o Crypto

I dzięki temu zaczyna to przypominać właśnie to, czym kiedyś było F1: jedną rodzinę, którą skalujesz w górę albo w dół bez przebudowy całego projektu.

W praktyce oznacza to, iż możesz zacząć od mniejszego układu, a jak projekt urośnie, to przechodzisz na większy wariant bez zmiany „filozofii” sprzętu. I to jest coś, czego przez ostatnie lata trochę brakowało.

FDCAN – w końcu bez kombinowania

Jest jeszcze jedna rzecz, która na papierze wygląda jak detal, ale w praktyce robi dużą różnicę – FDCAN.

W starszych rodzinach często było tak, iż CAN był „gdzieś”, ale nie wszędzie. Albo trzeba było wybrać konkretny model, albo wskoczyć poziom wyżej, albo nagle się okazywało, iż w tej obudowie już go nie ma.

Tutaj jest dużo prościej.

FDCAN jest dostępny praktycznie w całej rodzinie C5. Niezależnie od tego, czy bierzesz mniejszy układ, czy coś z wyższego tieru, nie musisz zmieniać decyzji tylko dlatego, iż nagle pojawił się wymóg komunikacji po CAN-ie.

Różnice oczywiście są – w jednych modelach masz jedną instancję, w innych dwie, są też warianty okrojone – ale sama dostępność interfejsu przestaje być problemem.

I to jest dokładnie ten typ decyzji, który pokazuje zmianę podejścia.

Zamiast sztucznie ograniczać funkcjonalność w tańszych układach, ST pozostawiło podstawowe rzeczy dostępne wszędzie, a różnicuje raczej skalę niż możliwości. I dzięki temu nie wpadasz w klasyczny scenariusz: „wszystko pasuje, tylko brakuje jednego peryferium i trzeba zmieniać MCU”.

Niby drobiazg, ale jak robisz realny projekt, to takie rzeczy oszczędzają najwięcej czasu.

To co? Robimy kurs z CANa?

Ethernet – najtaniej jak się da (na razie)

Jedna rzecz, która moim zdaniem trochę przechodzi bokiem, a jest naprawdę istotna, to Ethernet.

Bo to jest pierwszy raz, kiedy ST wrzuca Ethernet do tak niskiej półki cenowej. W praktyce to jest najtańszy STM32 z Ethernetem, jaki do tej pory mieliśmy.

I to robi różnicę, bo wcześniej taki temat automatycznie wypychał projekt w wyższe serie. Tutaj nagle okazuje się, iż możesz zrobić coś sieciowego bez przeskoku na „większe” MCU.

Oczywiście nie ma cudów — Ethernet jest tylko w najwyższym tierze, więc to nie jest tak, iż masz go absolutnie wszędzie. Ale sam fakt, iż pojawia się w tej rodzinie, mówi dużo o kierunku, w którym to idzie.

Trochę szkoda, iż na ten moment nie ma jeszcze wsparcia dla Single Pair Ethernet. To by się tu idealnie wpasowało, szczególnie w kontekście przemysłowym. Według mojej nieco insiderskiej wiedzy SPE jest w planach, ale chwilowo coś tam poszło nie tak. Ten peryferial nabiera na znaczeniu, co było widać na Embedded World 2026.

Ale choćby bez tego — sam klasyczny Ethernet w tej klasie cenowej to już jest spory krok.

Co siedzi w środku STM32C5?

No dobra, struktura strukturą, ale najważniejsze pytanie jest inne: co tak naprawdę dostajesz w środku.

I tu zaczyna się robić ciekawie, bo to już przestaje wyglądać jak klasyczny „entry-level”.

Masz Cortex-M33 taktowany do 144 MHz, do tego FPU i DSP. Czyli rzeczy, które jeszcze niedawno były zarezerwowane raczej dla wyższych serii. Do tego dochodzi do 1 MB flasha i 256 KB RAM, więc też nie mówimy o mikrokontrolerze, który zaraz się zapcha przy pierwszym większym projekcie. Z otwartymi ramionami przyjmie opasłego HALa

Z peryferiów masz FDCAN, masz OctoSPI, w wyższych wariantach pojawia się Ethernet. Czyli zestaw, który spokojnie pozwala robić rzeczy bardziej zaawansowane niż „prosty sterownik”.

I to wszystko w rodzinie, która jest pozycjonowana jako low-cost.

Na papierze ST mówi o około trzykrotnie większej wydajności względem typowych M0+ i to ma sens, bo samo przejście na M33 z FPU i DSP robi ogromną różnicę.

I tu dochodzimy do ważnego momentu: to nie jest już „entry-level” w starym rozumieniu. To jest raczej nowy poziom bazowy, od którego zaczyna się projekt. Bo o ile „najprostszy” układ w nowej rodzinie ma M33, FPU i sensowną ilość RAM-u, to znaczy, iż cały punkt odniesienia przesunął się do góry.

Co jest tu naprawdę nowe

Na papierze można powiedzieć: szybszy rdzeń, więcej pamięci, więcej peryferiów. Tylko iż to nie jest zwykły upgrade „o jeden poziom”.

Tu widać kilka decyzji, które pokazują zmianę podejścia — i to takich, które będą miały realny wpływ na projekty.

Cortex-M33 jako nowy standard

Największa zmiana to sam rdzeń. Cortex-M33 w tej klasie to nie jest kosmetyka. To oznacza, iż rzeczy, które wcześniej były zarezerwowane dla wyższych serii, nagle stają się bazą. Masz FPU, masz DSP, masz TrustZone i to wszystko trafia do układu, który ST nazywa entry-level.

I tu jest istotny kontekst: to nie wygląda jak jednorazowy eksperyment. Raczej jak nowy baseline dla całej linii produktów. ST wyraźnie idzie w stronę rdzeni z TrustZone i nie zapowiada już nowych rodzin opartych o M0+ jako „startowych”. Również rdzeń M4 i M7 wylatuje z roadmapy. Czyli choćby najprostsze nowe STM32 mają być już „nowoczesne” z definicji.

To w praktyce oznacza jedną rzecz: punkt odniesienia się przesuwa. To, co kiedyś było „średnią półką”, zaczyna być nowym minimum.

EEPROM… którego dalej nie ma, ale się starają

Z EEPROMem ST dalej robi to, co zawsze czyli go nie daje. Nie licząc starych prób z L1, ale to już prehistoria. Ale tym razem podejście jest inne i moim zdaniem całkiem sensowne.

Dostajesz wydzielony fragment pamięci flash oznaczony jako User Data, który jest przeznaczony właśnie pod emulację EEPROMu. I to nie jest zwykły kawałek flasha w stylu „weź sobie jedną stronę i rób co chcesz”. Ten obszar jest zaprojektowany pod ten konkretny use-case – jest podzielony na mniejsze fragmenty i przygotowany do częstszych zapisów.

Czyli przez cały czas robisz emulację w software, ale nie zaczynasz od zera. Nie musisz wymyślać własnego mechanizmu zarządzania stronami, rotacji czy zużycia pamięci. Masz do tego dedykowane miejsce, które nie miesza się z resztą aplikacji i które od początku było pomyślane właśnie pod takie operacje.

To jest pierwszy raz, kiedy STM32 dostaje coś, co realnie wygląda jak wsparcie dla EEPROMu, a nie tylko „radź sobie sam”. Nie jest to pełnoprawny EEPROM, ale w praktyce rozwiązuje większość problemów, z którymi wcześniej trzeba było walczyć manualnie.

Gdybyś był ciekaw jak taka emulacja działa i jak ją wykonać, to pisałem o tym artykuł W STM32 nie ma EEPROMU ale… na szczęście jest emulacja EEPROM (w oparciu o F1, F4).

40 nm – czyli więcej w tym samym miejscu

Proces technologiczny to coś, co łatwo zignorować, ale tutaj robi robotę. C5 powstaje w 40 nm i to widać w możliwościach tej rodziny. Więcej pamięci, więcej peryferiów, lepsza wydajność, mniejsze zużycie energii. Do tego wszystko przez cały czas mieści się w low-costowym segmencie.

To nie jest coś, co zmienia sposób pisania kodu, ale bez tego nie byłoby całej reszty. Dzięki temu na jednym waflu krzemowym zmieści się więcej układów. Uzysk jest lepszy -> cena spada. Chcesz wiedzieć jak wygląda produkcja krzemu? Zapraszam do mojego artykułu o wizycie w fabryce ST w Mediolanie.

M33 w tej klasie, Ethernet w tej cenie, taka ilość RAM-u – to wszystko wynika z tego, jak to jest zrobione pod spodem. I jak to złożysz razem, to widać, iż to nie jest pojedyncza zmiana, tylko przesunięcie całego poziomu bazowego dla tej klasy mikrokontrolerów.

HAL2 – czyli coś się zmienia nie tylko w hardware

Do tej pory można by powiedzieć: OK, nowa rodzina, lepsze parametry, więcej możliwości. Tylko iż przy C5 równie ważna jest druga część układanki, czyli software.

STM32C5 to pierwsza rodzina, która wchodzi z nowym HAL-em, nazwanym po prostu HAL2.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kolejna iteracja – trochę mniejszy footprint, trochę lepsze zarządzanie zasobami, trochę bliżej LL. I faktycznie, ST mówi o redukcji zajętości flasha choćby o kilkadziesiąt procent w niektórych przypadkach. Fajnie, ale to nie jest coś, co samo w sobie zmienia zasady gry.

I tu łatwo się pomylić.

Bo HAL2 nie jest tylko „lepszym HAL”. To jest raczej próba posprzątania tego, co przez lata urosło w pierwszej wersji. Pierwotny HAL był wygodny, ale z czasem zrobił się ciężki, momentami nieintuicyjny i pełen decyzji, które ciągnęły się historycznie od pierwszych implementacji.

HAL2 wygląda jak próba zrobienia tego jeszcze raz, ale już ze świadomością tego, co działało, a co nie. Jest w całości napisany na LL. Poprzednik był czymś “obok” LL. Dodatkowo zrezygnowano z opasłych struktur. Porozmawiamy sobie więcej o nowym HAL2 w kolejnym artykule.

I najważniejsze: to nie jest opcjonalny upgrade.

Nie ma scenariusza, w którym bierzesz C5 i korzystasz ze starego HAL-a. To jest nowy punkt wejścia – razem z tym MCU wchodzisz w nową wersję warstwy abstrakcji, czy tego chcesz czy nie.

Wychodzi na to, iż STM32C5 to nie tylko nowy układ, ale element większej zmiany w ST.

Płytki ewaluacyjne – czyli pierwszy kontakt z C5

No dobra, hardware hardwarem, ale prędzej czy później i tak kończysz na pytaniu: na czym to odpalić.

ST jak zwykle dowozi Nucleo i tutaj akurat jest to zrobione dość sensownie, bo każdy tier ma swoją płytkę:

  • NUCLEO-C542RC – low tier
  • NUCLEO-C562RE – mid tier
  • NUCLEO-C5A3ZG – high tier

Czyli niezależnie od tego, w który poziom celujesz, masz gotowy punkt startowy.

I to jest spoko, bo możesz od razu wejść w ten „środkowy” wariant, który ma być tym nowym F1, bez kombinowania i szukania czegoś „najbliższego”.

Same płytki są klasyczne dla Nucleo – ST-Link na pokładzie, wyprowadzone piny, można gwałtownie coś uruchomić i przejść do adekwatnej roboty.

Ale są dwa problemy.

Pierwszy to cena. Z jednej strony ST mówi o C5 jako o bardzo taniej rodzinie. Z drugiej strony patrzysz na ceny Nucleo i widzisz, iż to jedne z droższych płytek w ich ofercie. I to nie jest jednorazowy przypadek – ST od jakiegoś czasu systematycznie podnosi ceny evali i zaczyna to być odczuwalne.

Drugi problem pozostało bardziej przyziemny: dostępność.

Rodzina została pokazana na początku marca, a w kwietniu dalej praktycznie nie da się jej kupić. choćby u dużych, globalnych dystrybutorów jest pustka z terminami dopiero na maj 2026… To nie jest sytuacja typu „trzeba chwilę poczekać” – po prostu tych płytek nie ma.

U mnie w sklepie pierwsze sztuki miały się pojawić dopiero około 10 kwietnia. Artykuł publikuję 14 kwietnia i jak na razie mamy tylko jeden model. Szczerze mówiąc, wygląda to bardzo słabo. Szczególnie jak robisz premierę i jednocześnie nie jesteś w stanie dostarczyć hardware’u.

Pal licho, jakby była to jakaś dodatkowa, specjalistyczna rodzina. Ale tutaj… nowy entry-level oraz dodatkowo gruba premiera nowych narzędzi: CubeMX2 i HAL2. Chcemy to testować, działać i… nie możemy.

No ok – ja mogę, bo zdobyłem płytkę na Emebedded World dzięki mojej współpracy z ST, ale co z innymi?

Mam wrażenie, iż to się rozjechało przez Embedded World 2026. Premiera była ewidentnie pod to wydarzenie i nie było opcji jej przesunąć, choćby jeżeli logistyka jeszcze nie była gotowa.

I to jest trochę szkoda, bo przy takiej zmianie ekosystemu aż się prosi, żeby ludzie mogli to od razu wziąć do ręki i sprawdzić.

Czy to ma sens w praktyce?

Jak złożysz to wszystko razem, to zaczyna się klarować obraz nowej rodziny.

Z jednej strony masz bardzo sensowny hardware. M33, FPU, DSP, sporo pamięci, Ethernet w tej klasie cenowej, FDCAN praktycznie wszędzie. Do tego dochodzi uporządkowana struktura rodziny, która w końcu daje się ogarnąć bez przekopywania połowy katalogu.

Z drugiej strony widać wyraźnie, iż to nie jest tylko „lepszy STM32”, tylko zmiana kierunku. ST podnosi poziom bazowy. Zarówno jeżeli chodzi o wydajność, jak i o podejście do bezpieczeństwa czy integracji.

I tu właśnie wraca temat „nowego F1”.

C5 to nie jest układ do wąskiego zastosowania. To jest coś, co spokojnie możesz wziąć jako punkt startowy do większości projektów i dopiero potem zastanawiać się, czy potrzebujesz czegoś więcej.

Szczególnie środkowy tier bardzo dobrze wpisuje się w ten scenariusz. Masz tam wystarczająco dużo pamięci, sensowną wydajność i komplet peryferiów, żeby nie czuć ograniczeń przy normalnej pracy.

Oczywiście to nie jest tak, iż wszystko nagle staje się idealne. To jest nowa rodzina, nowy HAL, nowe podejście i to jeszcze będzie się docierać. Ale sam kierunek wygląda sensownie.

Wnioski

STM32C5 wygląda jak kolejna rodzina w katalogu, ale w praktyce to coś więcej. To jest próba zdefiniowania na nowo tego, czym jest „podstawowy” mikrokontroler STM32. Nie taki okrojony, tylko taki, od którego realnie zaczynasz projekt i dopiero potem ewentualnie skalujesz w górę.

Środkowy tier bardzo dobrze wpisuje się w tę rolę i to on ma największy potencjał, żeby stać się takim domyślnym wyborem. Dokładnie tak, jak kiedyś było z F1. Ach… kiedyś to było

Do tego dochodzi zmiana kierunku po stronie ST. Cortex-M33 jako nowy baseline, nacisk na bezpieczeństwo, sensowna integracja peryferiów bez sztucznego przycinania funkcji. To wszystko wygląda jak świadoma decyzja, a nie przypadkowy zestaw feature’ów.

Czy to się przyjmie – to już inna sprawa. Sporo będzie zależeć od tego, jak gwałtownie dojrzeje cały ekosystem wokół tego, czyli HAL2 i nowe narzędzia. Jest też pewien dysonans, bo przekaz marketingowy mówi o tym, iż to bardzo tanie układy. Natomiast płytki Nucleo są jednymi z droższych w ofercie. ST ostatnio mocno podnosi ceny Evali, co nie podoba się nie tylko mi, ale również moim obserwatorom.

A Evale z STM32C5 wiesz gdzie kupić, prawda?

Ale o ile patrzeć tylko na samą rodzinę C5, to pierwszy raz od dawna wygląda to jak coś, co faktycznie upraszcza wybór, a nie go komplikuje. I to jest chyba największa zmiana.

Idź do oryginalnego materiału