
Kolejka do automatu przyjmującego butelki i puszki nie kończyła się – stałem i przecierałem oczy. Pomyśleć można – to super, iż system działa. Problem w tym, iż nie ma się z czego cieszyć, bo najpierw czołgają nas przy kasach, a potem każą stać w długich kolejkach
W bagażniku auta wożę reklamówkę puszek po moim ulubionym napoju kokosowym. Nie mam ich dużo – może 6, może 8, ale nigdy nie ma okazji, by je oddać. Sobota wydawała się świetnym dniem na pozbycie się odpadów, dlatego udałem się do dyskontu. Najpierw zrobiłem zakupy. Wyszedłem z nich z kolejną puszką, dlatego chciałem ją opróżnić i zwrócić z pozostałymi. Wsiadłem do auta zaparkowanego naprzeciw punktu i delektując się kokosem, obserwowałem, co się dzieje.
Do automatu przychodzili kolejni ludzie. Najczęściej z dużymi reklamówkami wypełnionymi po brzegi plastikiem i puszkami. W każdej mogło być kilkanaście odpadów. Chwilami kolejka przelewała się poza punkt i wychodziła poza sklep. Nowi ludzie pojawiali się częściej niż, ci którzy stali przy automacie byli w stanie zwrócić opakowania.
Brzmi to świetnie. Można odtrąbić sukces. Skoro automat tylko pod jednym sklepem budzi takie zainteresowanie, należy przypuszczać, iż pod innymi jest podobnie. Powiedziałbym, iż fakty to potwierdzają, gdyby nie drobny szczegół.
Zdążyłem już wypić napój i – przyznaje bez bicia – zjeść pączka, gdy spojrzałem na zegarek. Minęło 15 minut, a osoba, która stanęła w kolejce, gdy zacząłem jeść i pić, jeszcze nie dotarła do automatu. Innymi słowy, żeby dostać zwrot, trzeba odstać swoje i nie jest to minuta lub dwie, ale znacznie więcej.
Ktoś powie – mogłeś przyjechać w inny dzień niż sobota, przecież wtedy jest zakupowy szczyt. Owszem, mogłem, ale to nie była moja pierwsza wizyta przy butelkomacie. I zawsze pokonywała mnie kolejka. choćby późnym wieczorem.
Czytaj także:
- Wrzucasz worek butelek i masz kaucje od razu. Ten kraj zrobił to lepiej
- Zamiast widoków, szukam butelkomatu. System kaucyjny na urlopie to logistyczny koszmar
- Kup napój w pociągu i martw się butelką. Absurd systemu kaucyjnego
Markety najpierw nauczyły nas wyścigu szczurów, a teraz każą stać w długich kolejkach
Korzystam z kas samoobsługowych nie dlatego, iż lubię zatrudniać się za darmo w markecie, ale z innego powodu. Przy kasach „z ludźmi” mam inny problem – kasjerzy skanują towar tak szybko, iż nigdy nie jestem w stanie nadążyć z pakowaniem. Czuję wtedy presję z obu stron – kolejkowiczów i pracowników sklepu. Dwoję się i troję, żeby nadążyć, ale po wyjściu ze sklepu uświadamiam sobie, iż mam święte prawo pakować zakupy w swoim tempie (wcale nie jakimś wolnym). Uczestniczę w wyścigu, w którym nie ma nagrody.
Jak to się ma do systemu kaucyjnego? Ano tak, iż sklepy zmuszają nas do pośpiechu, bo stoi kolejka i rośnie z każdym naszym zawahaniem, czy opakowanie jogurtu wrzucić do torby z bananami, gdzie wieczko może się przedziurawić. Z drugiej, każą nam stać w długich kolejkach żeby zwrócić opakowania.
Niedawno byłem świadkiem irytacji pracowników, którzy musieli ustawić ogromne pudła i przerzucić do nich zawartość automatu. Wymagało to sporo wysiłku. Powód? Ten sam – system jest mało wydolny i sprawia problemy nie tylko klientom, ale i pracownikom.
Jeżdżąc do Niemiec marzyłem o systemie kaucyjnym. W Polsce go położyli
Lata przed tym, jak wprowadzono system kaucyjny w Polsce zdarzało mi się bywać w Niemczech, gdzie poznałem tę ideę i prostotę za nią stojącą. Plastik nie wala się pod śmietnikiem, wrzucasz butelkę i dostajesz zwrot paru centów. Ale przede wszystkim nikt nie stoisz w długiej kolejce do automatu. U nas wdrożono ten system w sposób, który skutecznie zniechęca do tej idei i irytuje ludzi.
Do tego wszystkiego należy dodać, iż chcąc napić się czegoś na mieście, musimy targać opakowania ze sobą.
Tak to sensowna idea w polskim wykonaniu stała się groteską.
