
Szef estońskiego wywiadu mówi wprost – Kreml nie chce starcia z NATO, a naszym zadaniem jest utrzymać ten stan jak najdłużej.
Kreml nie planuje w tej chwili ataku na żaden z państw bałtyckich ani na NATO jako całość – zapewnia szef estońskiej Służby Wywiadu Zagranicznego Kaupo Rosin. W rozmowie z estońskimi mediami podkreśla, iż rosyjskie elity bardzo dobrze rozumieją, z czym wiązałoby się otwarte starcie z sojuszem. Właśnie dlatego na razie wolą unikać sytuacji, które mogłyby niekontrolowanie eskalować do konfliktu.
To, iż Moskwa dziś ostrożnie obchodzi się z NATO, nie jest zdaniem Rosina kwestią dobrej woli Władimira Putina, ale prostą kalkulacją. Rosja jest teraz zaangażowana w wojnę przeciw Ukrainie, a do tego mierzy się z coraz dotkliwszymi sankcjami i rosnącymi problemami gospodarczymi. Otworzenie drugiego frontu przeciw Zachodowi byłoby dla niej ryzykiem nie do udźwignięcia.
Jak Kreml koryguje własne prowokacje?
Po serii incydentów w regionie, od uszkodzeń podmorskich kabli po naruszenia przestrzeni powietrznej i przeloty dronów, Rosja wyraźnie skorygowała swoje zachowanie. Ścieżki lotu dronów nad Ukrainą zostały tak zmienione, by zmniejszyć ryzyko wejścia w przestrzeń państw NATO. Załogi rosyjskich samolotów nad Bałtykiem dużo dokładniej pilnują teraz zaplanowanych tras, by nie dać pretekstu do kolejnych skandali dyplomatycznych.
Również na dnie morza jest znacznie ciszej. Od chwili, gdy NATO uruchomiło w regionie misję Baltic Sentry, nie odnotowano nowych przypadków uszkodzeń infrastruktury podwodnej, takich jak kable telekomunikacyjne czy gazociągi. To oczywiście zdaniem Kaupo Rosina nie znaczy, iż zagrożenie zniknęło, ale z punktu widzenia wywiadu jest jasne: Rosja zrozumiała, iż kolejne prowokacje mogą przynieść jej więcej strat niż zysków.
Cienie wojny, czyli sabotaż, flota cieni i rekrutacja agentów
Rosin zwraca uwagę, iż rosyjskie służby nie przestały działać w szarej strefie. Wywiady, operacje sabotażowe, próby rekrutacji agentów – to wszystko trwa, tyle iż ze znacznie większą ostrożnością. Estoński szef wywiadu nie lubi określenia ataki hybrydowe, bo jego zdaniem zbyt mocno łagodzi ono rzeczywistość. jeżeli ktoś wysadza magazyn, to jest to sabotaż. jeżeli atakuje serwery administracji – to cyberatak. A o ile stoi za tym państwo, w pewnych sytuacjach można mówić wręcz o formie terroryzmu.
Przykładem tej logiki jest rosyjska flota cieni, czyli tankowce przewożące ropę objętą sankcjami, które próbują działać poza radarem zachodnich służb. Dla Kremla najważniejsze jest utrzymanie swobody żeglugi w rejonie Bałtyku, bo od tych transportów zależy strumień pieniędzy z eksportu surowców. Zachód coraz częściej odpowiada jednak bezpośrednimi działaniami, jak abordaż jednego z takich tankowców przez francuską marynarkę. Rosin zaznacza, iż każda tego typu operacja uderza nie tylko w Rosję, ale też w firmy ubezpieczeniowe i państwa bandery, które muszą liczyć się z konsekwencjami.
Pokój bez przegranej Rosji to większe ryzyko dla regionu
Szef estońskiego wywiadu przyznaje, iż z punktu widzenia jego kraju najlepszym scenariuszem byłoby jednoznaczne, widoczne dla wszystkich przegranie przez Rosję wojny przeciw Ukrainie. Coraz bardziej możliwy wydaje się jednak wariant zawieszenia broni, porozumienia politycznego lub zamrożonego konfliktu, w którym żadna ze stron nie może ogłosić pełnego zwycięstwa czy klęski.
Taki rozwój wydarzeń zdaniem Rosina zwiększałby ryzyko dla państw NATO na wschodniej flance. jeżeli Kreml uzna, iż wyszedł z wojny obronną ręką, może poczuć się zachęcony do dalszego testowania granic. Jednocześnie część rosyjskich sił zbrojnych przez cały czas musiałaby pozostawać związana frontem ukraińskim, co ograniczałoby możliwości przerzutu wojsk w kierunku państw bałtyckich czy Finlandii.
Rosja już planuje reformę sił zbrojnych, która obejmuje m.in. wzmocnienie kontyngentów przy granicach z NATO oraz w enklawie królewieckiej. Tempo tych zmian będzie zależało od tego, ile sił Kreml wciąż będzie musiał trzymać na południu.
NATO trzeba nie tylko mieć, ale i utrzymać
Na koniec szef estońskiego wywiadu stawia prostą diagnozę: dziś Rosja respektuje NATO. Zadaniem państw sojuszu, w tym Polski i Estonii, jest zrobić wszystko, by tak pozostało także za rok, 5 czy 10 lat. To wymaga nie tylko głośnych deklaracji, ale przede wszystkim konsekwentnych inwestycji w obronność na poziomie narodowym i całej UE.
Rosin nie ma wątpliwości, iż jeżeli Europa utrzyma kurs na dozbrajanie, może z czasem wygrać z Rosją wyścig potencjałów militarnych. jeżeli jednak da się uśpić pokojowym narracjom Kremla i zacznie ciąć wydatki na bezpieczeństwo, Putin w końcu przestanie się NATO bać. A wtedy obecny, względnie stabilny układ sił na wschodniej flance może stać się jedynie krótkim, złudnym wytchnieniem.
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google








