Zbyt głośno krzyczymy w próżnię. Kosmiczni drapieżnicy tego słuchają

konto.spidersweb.pl 12 godzin temu

Od ponad stulecia ludzkość zachowuje się jak nierozważny turysta, który w samym środku ciemnego, nieznanego lasu decyduje się odpalić stertę głośnych fajerwerków. Nasze sygnały radiowe, telewizyjne i radarowe mkną przez kosmos z prędkością światła, bezpowrotnie zdradzając naszą pozycję.

Profesor Avi Loeb, jeden z najbardziej rozpoznawalnych i nieszablonowych astronomów naszych czasów, w swoim najnowszym wpisie zwraca uwagę na to, iż jeżeli w Drodze Mlecznej istnieją zaawansowane, drapieżne cywilizacje, nasza technologiczna niefrasobliwość może sprowadzić na nas ostateczną katastrofę.

Bańka, która puchnie w zastraszającym tempie

Nasza era technologiczna, choć z perspektywy pojedynczego człowieka wydaje się epoką, w skali kosmicznej trwa zaledwie ułamek sekundy. Wiadomość o tym, iż tu jesteśmy i dysponujemy technologią, rozchodzi się we wszystkich kierunkach od około 120 lat.

Jak wylicza Avi Loeb, ta informacyjna bańka dotarła do tej pory do zaledwie 20 tys. pobliskich układów gwiezdnych. To mikroskopijny ułamek, stanowiący zaledwie jedną dziesięciomilionową wszystkich gwiazd w naszej galaktyce. Można by więc odetchnąć z ulgą, iż wciąż jesteśmy relatywnie niewidzialni.

Nic bardziej mylnego. Profesor z Harvardu przypomina nieubłagane prawa fizyki i geometrii. W ciągu najbliższych stuleci liczba zaalarmowanych o naszej obecności gwiazd będzie rosła proporcjonalnie do sześcianu czasu.

To oznacza, iż za tysiąc lat nasza „strefa zdradzenia pozycji” powiększy się tysiąckrotnie. Dopiero po upływie kolejnego milenium to szaleńcze tempo zwolni, ponieważ gwiazdy w Drodze Mlecznej ułożone są w stosunkowo płaskim dysku o grubości około tysiąca lat świetlnych. Niemniej jednak nasza obecność stanie się w kosmosie faktem powszechnie znanym.

Więcej na Spider’s Web:

Syndrom mrocznego lasu. Czego szukają drapieżnicy?

To geometryczne puchnięcie naszej radiowej bańki ma dramatyczne implikacje dla długoterminowego przetrwania ludzkości. Loeb wprost odwołuje się do koncepcji kosmicznych drapieżników. Obca, znacznie bardziej zaawansowana inteligencja może potraktować naszą ekspansję technologiczną jako rosnące zagrożenie i podjąć decyzję o prewencyjnej eliminacji.

Ryzyko, iż zostaniemy zauważeni, rośnie błyskawicznie z każdym kolejnym stuleciem naszej aktywności.

Paradoksalnie, choćby jeżeli ktoś nas właśnie namierzył, uderzenie nie nastąpi natychmiast. Wszystko zależy od fizyki podróży.

Jeśli obcy polegają na potężnych wiązkach lasera niszczących cele z prędkością światła, zagłada może nadejść za setki lat. jeżeli używają konwencjonalnych napędów rakietowych, podróż floty uderzeniowej zajmie im od milionów do miliardów lat. Jedyną deską ratunku, jak zauważa naukowiec, jest to, iż nasze sygnały wraz z pokonywanym dystansem stają się coraz słabsze, powoli ginąc w naturalnym, radiowym szumie tła Drogi Mlecznej – napisał Avi Loeb.

My też możemy zagrać w tę grę

Nie jesteśmy jednak w tej kosmicznej rozgrywce całkowicie bezbronni, a technologia działa w obie strony. Już w 2007 r. Avi Loeb wraz z Matiasem Zaldarriagą opublikowali przełomową pracę, w której udowodnili, iż nowa generacja ziemskich obserwatoriów radiowych będzie w stanie wykryć podobne „wycieki” sygnałów od cywilizacji oddalonych od nas o sto lat świetlnych.

Z pomocą nadchodzących, gigantycznych instrumentów takich jak Square Kilometre Array (SKA), naukowcy będą w stanie wyłapać nienaturalne, wąskie linie widmowe, które nie pasują do żadnych znanych nam procesów chemicznych czy atomowych.

Wysoka rozdzielczość pozwoli choćby na monitorowanie przesunięcia ku czerwieni (efektu Dopplera) tych sygnałów w trakcie orbitalnej wędrówki obcej planety wokół jej macierzystej gwiazdy. Mając te dane, astronomowie bez problemu wyliczą temperaturę na powierzchni, orbitę, a choćby to, czy istnieje tam woda w stanie ciekłym. Wnioski są proste: dokładnie w tym samym momencie nasz kosmiczny bliźniak z sąsiedztwa może prowadzić identyczny nasłuch Ziemi.

Kosmiczny koszmar, który spędza sen z powiek

Prawdziwym problemem nie są jednak fale radiowe. Ziemia na tarczy Słońca widoczna jest podczas tranzytu z perspektywy około miliarda gwiazd w galaktyce. choćby bez włączonego radia, jesteśmy jak na dłoni dla pół procenta Drogi Mlecznej. Kosmiczni obserwatorzy od dawna mogą wiedzieć, iż nasza planeta idealnie nadaje się do życia.

Najbardziej niepokojący scenariusz, o którym wspomina astrofizyk, brzmi jak żywcem wyjęty z najlepszych powieści hard sci-fi. Należy założyć możliwość, iż obcy drapieżnicy zauważyli naszą błękitną kropkę całe eony temu i postanowili uważnie monitorować sytuację z bliska.

Przewidzieli, iż ewolucja może doprowadzić tu do powstania technologii kosmicznych, które w przyszłości staną się dla nich zagrożeniem. jeżeli obozują w tej chwili w chłodnych, zewnętrznych rejonach naszego Układu Słonecznego, mogą zareagować na nasze działania w ciągu zaledwie kilku dekad.

To właśnie dlatego, według Loeba, powinniśmy niezwykle uważnie wypatrywać wszelkich anomalnych obiektów w naszym układzie planetarnym, mogą to być po prostu latające gadżety obcej inteligencji.

Dlatego właśnie gigantyczne nadzieje pokładane są w nowym Obserwatorium im. Very C. Rubin. Codzienny potok danych z tego instrumentu to nie tylko badania astrofizyczne, to nasz system wczesnego ostrzegania.

Zbyt długo tkwiliśmy w wygodnym przeświadczeniu, iż Wszechświat to tylko głucha, niezależna przestrzeń, która nie ma nic wspólnego z naszymi działaniami. Czas porzucić ten paradygmat. Ktoś tam w górze może właśnie uważnie na nas patrzeć i kalkulować swój kolejny ruch – twierdzi naukowiec.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału