Zrobi mi pan ksero? Tylko iż to nie ksero. Ludzie, co z Wami?

konto.spidersweb.pl 1 dzień temu

Przychodzi klient. Mówi, iż chce coś skserować. Daje dokumenty, ja wkładam je do kserokopiarki, a przy kasie pyta, po co mu zrobiłem kopię, skoro on chciał ksero na maila. Czekaj, co?

Słowo bańka ma w internecie niezwykłą moc. Potrafi zakończyć rozmowę szybciej niż argumenty. Napiszesz o braku podstawowych umiejętności cyfrowych, a ktoś odpowie: bańka i stereotyp, i temat ma być zamknięty. Jakby to jedno słowo unieważniało całą resztę: doświadczenia, obserwacje i codzienne sytuacje, w których technologia przestaje być wygodą, a staje się barierą.

No więc tak: w dużej mierze żyję w swojej bańce. Jak każdy. To się nazywa klątwa wiedzy. Ty coś umiesz i wydaje ci się, iż umieją to wszyscy. Przez kilka godzin dziennie, od poniedziałku do piątku, żyję w świecie plików, drukarek, maili, zapachu rozgrzanego tonera i rozlanego tuszu. Dla mnie część rzeczy jest tak oczywista, jak dla kogoś innego to, iż jak pada, to bierze się parasol.

Tyle iż bańka bańką, ale są rzeczy, które nie są specjalistycznym żargonem ani tajemną wiedzą poligraficzną. Są elementarzem. Takim alfabetem współczesności, bez którego człowiek coraz częściej zostaje z miną kogoś, kto niby ma telefon, ale nie ma słów, żeby nim załatwić prostą sprawę.

Panie, zrób mi pan „ksero”

To jest jedna z tych scen, które w punkcie poligraficznym powtarzają się jak odcinek serialu puszczany w kółko. Jak coroczny maraton Przyjaciół, czy Klanu od odcinków, kiedy Monika była skłócona z całym rodem Lubiczów. Ktoś przychodzi z dokumentem i mówi, iż potrzebuje ksero. Ok, lecimy. Kartka za kartką wylatują na tacę maszyny. ADF mieli kolejne dokumenty. Podchodzisz do kasy, nabijasz paragon (tylko pamiętaj, wydaj go przed przyjęciem płatności, bo inaczej kara!), a klient się odzywa, iż on chciał ksero na maila. Czekaj, co?

On chce wysłać coś do urzędu. Wrzucić list motywacyjny do rekrutacji. Dołączyć do wniosku. Przekazać księgowej. Czyli potrzebuje pliku. Skanu. Czegoś, co da się załączyć, przesłać, dołączyć, podpiąć. Okeej, no to trzeba było tak od razu.

Tak, punkty ksero przez cały czas istnieją, A istnieją dzięki wam, za co jestem wdzięczny

Ja wiem, iż teraz każdy ma skaner w telefonie. Wiem, iż dla wielu osób punkt ksero to coś, co nie ma prawa istnieć w 2025 r., no bo jak to się w ogóle opłaca. Ale istnieje, szczególnie w większych miastach, przy akademikach, na osiedlach. jeżeli już się decydujemy na skorzystanie z usług takich punktów, które dla wielu osób kojarzą się ze śmierdzącymi norami w zawilgoconej piwnicy, w której stoją dwie 30-letnie Kyocery czy Riohy, to błagam – mówmy precyzyjnie, jakiej usługi oczekujemy. I tu nie chodzi tylko o nieodróżnianie kserowania od skanowania.

Chodzi o konkrety. Podstawowe informacje, których potrzebuje od ciebie obsługa. O to, jak ma coś być wykonane, czy druk ma być jednostronny czy dwustronny, w kolorze czy mono. Chyba wiesz, czego potrzebujesz, prawda? A jeżeli nie wiesz, to się dopytaj. Tylko proszę, nie pytaj, czy możesz coś tu wydrukować, jak przychodzisz do punktu ksero. Tak, możesz. Powiedz po prostu, co drukujemy, wyślij pliki na maila (koniecznie z załącznikiem) lub wepnij pendrive’a w port USB oznaczony dużą, czerwoną strzałką na ladzie.

Paradoksalnie, punkty ksero mają się teraz dobrze. Za co dziękuję, zarówno prywatnie, jak i jako współwłaściciel jednego z nich. Prywatnie, bo to po prostu ekologiczne. Odpowiedz sobie na pytanie, ile razy w ciągu roku użyłeś swojej drukarki, którą kilka lat temu kupiłeś na wyprzedaży w hipermarkecie za cenę niższą, niż komplet tuszy? No właśnie.

A jako współwłaściciel dziękuję, iż korzystacie z naszych usług. Dziękuję, iż drukujecie notatki na studia, prace licencjackie, bindujecie je, nagrywacie u nas płytki CD i DVD i iż wybieracie właśnie takie małe, lokalne punkty, żeby wydrukować mapki dla ekipy budowlanej czy zaproszenia na chrzest swojej córeczki.

Idź do oryginalnego materiału