
Zapychacze, hurtownicy, handlarze, jak zwał, tak zwał –-mam dosyć, bo przez nich każdego dnia tracę cenne minuty.
Już po wejściu do sklepu wiedziałem, co się święci. Kolejka widoczna była gołym okiem. Liczyłem, iż za chwilę sytuacja się uspokoi, więc zająłem się swoimi zakupowymi sprawami. A gdzie tam – jak tłum stał, tak dalej tworzył długą linę. Nie musiałem długo czekać na rozwiązanie tej zagadki.
No tak, ekran wyświetla jakiś błąd, więc dlatego wszystko trwa wolniej. Niby takie inteligentne, takie pomocne, a ciągle są problemy. Szukaj teraz pracownika, który mógłby się tym zająć i doprowadzić do rozładowania kolejki.
Zerkam kątem oka na pozostałych oczekujących. Niby jedziemy na tym samym wózku, ale oni także są problemem. Także? Raczej przede wszystkim. Widzę, jak wiele rzeczy mają ze sobą. Widzę, ile ja mam i na pewno nie zaliczamy się do tej samej grupy. To chyba hurtownicy, zawodowcy, którzy za jednym zamachem chcą załatwić sprawunki. Tak jest na pewno wygodniej, ale przez to cierpimy wszyscy, bo o ile minut cały proces się wydłuża. Gdyby każdy z nas miał po 3-4 opakowania, nie byłoby żadnego problemu. Poszłoby gładko. A tu ktoś pomylił dyskont z hurtownią. Zbieracz ma ze sobą cały wór!
– Masz rację. Z tym całym systemem kaucyjnym tyle problemów!
Ależ skąd. Mam na myśli kasy samoobsługowe!
Co więcej, kolejka, w której wczoraj stałem, spowodowana była awarią nie jednej kasy, a choćby dwóch. W kolejnych zawiódł czynnik ludzki. Nad kilkoma paliła się charakterystyczna czerwona lampka, wzywającą obsługę.
Samoobsługa jest dziś samoobsługą z nazwy, bowiem, owszem, da się samemu zeskanować produkty, ale bardzo często zakupy wymagają ingerencji kasjerów. A to waga źle zważy, a to nie wczyta się promocja, a to ktoś się pomyli i popełni błąd. Jedno stanowisko jest zawieszone, bo płatność odbywa się gotówką, nie kartą, więc zanim klient zapakuje swoje zakupy, musi poczekać aż pracownik sklepu przyjmie płatność.
W sklepie, w którym regularnie robię zakupy, kas samoobsługowych jest już naprawdę sporo, a kolejki jak były, tak dalej są. Urządzenia nie rozwiązały więc największego problemu. Nie dość, iż dalej musimy czekać na swoją kolej, to pracownicy mają jeszcze więcej pracy. Jednej osobie zatwierdza produkty dla dorosłych, drugiej kasuje błąd na wadze, od trzeciej przyjmuje płatność. Co chwila ktoś prosi o pomoc, czego wymaga i żąda.
Jakby tego było mało, to właśnie za sprawą kas samoobsługowych niektórzy, paradoksalnie, będą pracować dłużej.
Nie zanosi się na to, żeby było łatwiej. Portal Spożywczy donosi, iż sklepy, chcąc bronić się przed oszustami, coraz częściej sięgają po nowe zabezpieczenia. Jednym z nich jest zamrażanie terminala.
W takiej sytuacji proces płatności zostaje zatrzymany, a klient musi poprosić obsługę o pomoc. System umożliwia pracownikom obserwowanie przebiegu skanowania produktów i reagowanie w czasie rzeczywistym – czytamy.
Jak zauważa jednak serwis, czasami niecodzienne zachowania przy kasie samoobsługowej to nie efekt kombinowania, a zwykłej ludzkiej pomyłki. Różnie interpretować możemy nietypowe czy podejrzane zachowanie przy kasie. Nagle okaże się, iż zakupy nie wiadomo czemu będą budzić wątpliwość, kasjer będzie musiał zostać wezwany, a cały proces jeszcze bardziej się wydłuży.
Nadal stoimy w kolejkach. Pracownicy mają jeszcze więcej pracy. Ale za to sklep zarabia, bo przy samoobsłudze wydajemy więcej, co potwierdzają już badania.
– Ludzie są istotami społecznymi i w dużej mierze biorą pod uwagę to, co potencjalnie myślą o nich inni. Przy kasach samoobsługowych jesteśmy sami i nikt na nas nie patrzy, więc mamy więcej czasu w zakupy, a przede wszystkim nie czujemy się obserwowani. Nie musimy choćby świadomie o tym myśleć, ale jest sporo badań pokazujących, iż już samo zdjęcie osoby patrzącej w naszą stronę uruchamia większą samokontrolę – komentował w rozmowie z serwisem dlahandlu.pl Robert Mackiewicz, psycholog z Uniwersytetu SWPS.
Sklepy zaś zaprojektowane są tak, aby wykorzystywać nasze słabe strony: zmęczenie, głód, impulsywność. Nie przez przypadek drobne słodycze ulokowane są tuż przy kasach. Wymęczeni podejmowaniem decyzji i krążeniem pomiędzy alejkami chcemy się gwałtownie nagrodzić. Słodki batonik wydaje się być idealnym pocieszeniem. A skoro nikt nie oceni, to można sobie pozwolić.
Mackiewicz zwracał uwagę na poziom wrażliwości cenowej. jeżeli cena nie wzrasta powyżej 15 proc., to nie odczuwamy wielkiej różnicy.
Z tego powodu drobne produkty dodawane przy kasie nie są odbierane jako realne zwiększenie wydatków – wyjaśnia.
Eksperci zwracają uwagę na inną szczególną cechę kas samoobsługowych
Przez to, iż jesteśmy skupieni na skanowaniu zakupów i tym, żeby niczego nie pominąć ani nie pomylić kajzerki z bułką poznańską, umyka nam sama wysokość rachunku. Dopiero po fakcie dowiadujemy się, ile nas to wszystko kosztuje i kilka można z tym już zrobić. Za to skoro już tyle się nabiło, to batonik albo inna przekąska za 4 zł niczego nie zmienią.
Kto najbardziej korzysta na kasach samoobsługowych? Właściciele sklepów. Klienci w teorii też, bo mogą skanować produkty według własnego tempa, nikt im nie stoi za plecami, nie czują presji i nie mają wrażenia bycia ocenianym. Ale są też ukryte koszty, o których tak głośno się nie mówi. Pomija się awaryjność kas czy tworzące się kolejki.
Jeśli się narzeka, to bez wywoływania afery na cały kraj, jak ma to miejsce w przypadku systemu kaucyjnego. Nie opisuje się klientów, którzy przy kasie samoobsługowej opłacają zaopatrzenie jak do restauracji, co przecież wydłuża kolejki. Nie dzieli się na gotówkowiczów czy tych z aplikacją, którzy klikają i szukają kuponu zamiast zwolnić miejsce. Co nas twoje zniżki – powinni oburzać się ci, którzy irytują się na osoby stojące przed butelkomatem – my chcemy iść do domu!
Jak do tej pory żaden kandydat na premiera nie domaga się odejścia od kas samoobsługowych. A przecież, jakby się nad tym zastanowić, byłby to interesujący postulat dotyczący obrony miejsc pracy.
System kaucyjny przedstawiany jest jako zamach na wygodę i komfort użytkowników, mówi się o opresyjności przepisów. Tylko czy na pewno o to chodzi, skoro do kas samoobsługowych musimy podejść, bo brakuje tradycyjnych stanowisk, również nie zawsze działają wzorowo i stwarzają problemy? Jedno budzi opór i sprzeciw, drugiemu zadziwiająco wiele się wybacza. Zastanawiające.
Ciekawe, czy to dlatego, iż jedną rzecz wprowadza państwo, bo chce, żeby środowisko odetchnęło, a za drugą odpowiada sklep, wielka firma, więc po prostu lubimy się dostosowywać?








